czwartek, 12 marca 2015

Rozdział 11 "Nie za fajny poranek"

POV Justin
Zaraz po odniesieniu Anne, wyszedłem z jej domu. Nie chciało mi się gadać z tym frajerem i imitacją fajnej laski. Wsiadłem do samochodu i zaraz zaparkowałem go na sąsiednim podwórku. Kilka minut wcześniej dostałem od Weyna smsy, że jego rodzice wyjechali w „sprawach służbowych” i z tej okazji zorganizowali małą imprezę. Czemu nie skorzystać? Takie spotkania zawsze były odprężające... a mi przydało by się trochę relaksu. Przeszedłem przez podwórko i bez pukania wszedłem do domu. W mieszkaniu dało się wyczuć dym papierosów i zapach alkoholu. W salonie na kanapie leżał nie przytomny Weyne, miał pół otwarte oczy, wyglądał upiornie. Na dole obok niego, opierał się Jackob. Palił jointa, na jego kolanach w samej bieliźnie siedziała Scarlett... obraz był lekko zamazany przez dym, ale w oddali na balkonie dostrzegłem jeszcze trzy osoby. Przeszedłem przez pokój i oparłem się o framugę. Na zewnątrz stały dwie dziewczyny Vanessa i Rebeca, i Cody, młodszy brat Weyna. Patrzył się na dziewczyny maślanymi oczami i przyglądał się ich piersiom.
-Mogę ich dotknąć?- zapytał z nadzieją.
-Jasne!- Cody oblizał wargi i wyciągną rękę w stronę Rebecy.
-Myślałem, że tylko ja mam do tego prawo...- powiedziałem ironicznie. Dziewczyna obróciła się w moją stronę, wyglądała na wściekłą.
-Nie od kiedy łazisz za tą dziwką!- była nieźle wstawiona, miała nienaturalnie duże źrenice.
-Miałem zamiar ci to wynagrodzić... ale najwyraźniej wolisz żeby zostało tak jak jest.- Venessa przyglądała się mi podejrzliwie, a Cody nadal wlepiał oczy w klatkę piersiową Rebeci.
-To, mogę cie pomacać?- zapytał młody.
-Jasne, że tak!- powiedziałem i uśmiechnąłem się do niego. Odwróciłem się od nich i przez chwile słyszałem za sobą pojękiwanie Rebecy. Nie sprzeciwiła się... dla niej moje słowo było święte. Byłem pewny, że zaraz podejdzie do mnie i zacznie mruczeć przeprosiny. Jak się okazało, parę minut później, miałem racje.
-Justin...- wyszeptała.- przepraszam, przecież wiesz, że nie jest mi łatwo. Kocham cię.- w tym miejscu wzięła głęboki oddech, chciała żebym jej odpowiedział tym samym.- Przecież wiesz jaki jesteś dla mnie ważny... oh, powiedz coś! Zrobię wszystko. Dosłownie wszystko, dla ciebie mogę nawet skoczyć w płomienie.
-Jesteś żałosna. Myślisz, że przydasz mi się martwa, skoro nawet gdy żyjesz nie ma z ciebie pożytku?
-Nie, Justin. Ja tylko chcę żebyś był szczęśliwy. Miałam nadzieję...
-Na co?- przerwałem jej.- Myślisz, że będę tracił na ciebie czas?- uwielbiam bawić się jej uczuciami. Szczególnie kiedy udaje zakochaną i przeprasza mnie choć to ja powinienem przepraszać ją.- Kiedy mnie poznałaś, wiedziałaś, że wchodzisz w otwarty związek. Możesz spotykać się z kimkolwiek zechcesz, ale uparłaś się, że będziesz mi wierna... więc bądź!- w jej oczach pojawiły się łzy.
-Nie mów tak!- powiedziała i wybiegła na korytarz, a potem po schodach na górę. Tego właśnie chciałem. Pobiegłem za nią i zanim zdążyła coś powiedzieć przycisnąłem do ściany.
-Przepraszam...- wyszeptała całując mnie w szyję. Wsunąłem ręce po jej koszulkę, otworzyłem drzwi do sypialni rodziców Weyna i pchnąłem ją na łóżko. Zanim zdążyłem podejść do niej, usłyszałem dzwonek telefonu. Odebrałem.
-Co jest?- zapytałem.
-Dzwonie do ciebie od godziny, Justin.- usłyszałem głos Toma.
-Możliwe, że nie miałem zasięgu.
-Co mnie to obchodzi? Potrzebuje cię. Teraz. Będę u ciebie za godzinę.- rozłączył się... typowe dla Toma.
POV Anne
Obudziłam się w swoim pokoju. Dokładnie pamiętałam to co działo się tego wieczoru. Bałam się co będzie dalej... co Justin zamierza, będziemy się teraz spotykać? Nie chciałam o tym myśleć, ani przebywać w jego towarzystwie. Jestem na siebie zła, że się zgodziłam... teraz już na sto procent się nie odczepi. Co gorsza to spotkanie mi się podobało. Gdyby on był taki przez cały czas... spojrzałam na zegarek, 2:27. Powoli zwlokłam się z łóżka i weszłam do łazienki. Nie cierpię chodzić spać, gdy nie jestem umyta. Czuje wtedy na sobie cały brud, który zbierał się na mnie przez dzień. Weszłam pod prysznic i rozplątałam włosy. Woda otuliła mnie w całości. Wzięłam szampon i zaczęłam myć głowę. W takim momencie powinnam poczuć odprężenie, ale zamiast tego w mojej głowie rozpętała się burza. Jak znalazłam się w pokoju? Jeżeli przyniósł mnie tu Justin, to Meg musiała go wpuścić... pewnie jest wściekła. Ja zawsze się wściekam, kiedy do domu przywozi ją ktoś, kogo nie znam lub ktoś kogo znam i nie ufam. A ona na pewno nie ufa Justinowi... zresztą ja też. Wyszłam z kabiny i przyjrzałam się sobie w lustrze. Moje długie włosy plątały się na dole, wyglądałam potwornie. Makijaż, którego nie zdarzyłam zmyć przed kąpielą, spływał po moich policzkach. Z moich mokrych i potarganych włosów, spływały małe kropelki wody. Szybko podeszłam do umywalki i zmyłam resztki z buzi. By po chwil zacząć się wycierać. Włosy rozczesałam i postanowiłam ich nie suszyć, z jednego powodu, mianowicie był środek nocy. Byłam bardzo głodna, mimo pizzy, którą zjadłam wcześniej. Wyszłam z toalety i owinięta w szlafrok, zeszłam na dół. Wyjęłam z lodówki zimnego kurczaka. Nie lubiłam jeść zimnych potraw, ale teraz posmakowało by mi wszystko. Wzięłam go na górę, nie chciałam obudzić Meg, ale ona czekała już na mnie w pokoju. Siedziała na moim łóżku i przyglądała się zdjęciu, które trzymała w ręce. Cicho usiadłam obok niej. Siedziałyśmy w milczeniu jakieś dziesięć minut, przyglądając się fotografii. Przedstawiała mnie i Meg, dwa lata temu w parku. To był cudowny dzień, pełen atrakcji, wypełniony śmiechem i radością. Obie ubrane w szkolne mundurki, stałyśmy nad brzegiem rzeki, wszystko z tamtego czasu pamiętam doskonale. Ale to minęło i już nie wróci. Usłyszałam ciężkie westchniecie mojej przyjaciółki. Przyglądała mi się.
-Anne, wiem, że masz własny rozum i, że jesteś rozsądna. Po prostu nie chcę, żeby historia się powtórzyła.
-Wiem.- powiedziałam beznamiętnie.
-Tak, wiesz... ale ja tego nie rozumiem.
-Powiem ci... teraz?
-Uhm.
Opowiedziałam jej wszystko po kolei, wspomniałam też o moich zmartwieniach dotyczących Justina.
-Palant.- powiedziała.- Żeby tak na kimś wymuszać randki.
-To nie była randka! Najgorsze jest to, że mi się podobało.
-Tylko jedno mnie zastanawia. Skąd on do cholery wiedział, gdzie masz pokój?
-Skąd mam to wiedzieć?- udałam zdziwioną. Nie lubię jej okłamywać, ale nie chcę żeby wiedziała. Boję się jej reakcji. - Jestem zmęczona.- powiedziałam wymijająco.
-No dobra... to dobranoc.- wyszła z pokoju, gasząc światło. Dopiero teraz przypominałam sobie o kurczaku, ale jak na złość, nie jestem już głodna. Położyłam się i szczelnie przykryłam. Kołdra była bardzo miękka, od razu zrobiło mi się ciepło.
-Dobranoc.- zasnęłam.
Następny ranek okazał się totalną katastrofą. Zaspałam, nie zdarzyłam się pomalować, ani zjeść. Potem potknęłam się na schodach i wylądowałam na tyłku... pobrudziłam spodnie i musiałam pójść i przebrać się w domu. W drodze do szkoły przypominało mi się, że nie wzięłam ze sobą klucza do szafki... fatalnie. Stałam w korku, jakiś kwadrans. Meg było to obojętne, ale je nie chciałam spóźnić się do szkoły. Na parkingu, wjechałam w kosz i na masce samochodu powstało, niewielkie wgniecenie.
-Jasper to załatwi.- powiedziała lekceważąco Meggie.
-Ta... jasne.- powiedziałam bez przekonania i razem ruszyłyśmy do szkoły. Jedyną pozytywną myślą, jest to, że mam pierwszą lekcję z Meg. Weszłyśmy pędem do szkoły... no dobra, ja weszłam pędem do szkoły, a moja przyjaciółka wlokła się za mną. Zostawiłam kurtkę w szatni oraz zmieniłam obuwie. To samo zrobiła Meggie, tylko dużo wolniej.
-Meg szybciej, proszę cię.- westchnęłam, widząc jak po raz trzeci stara się zawiązać idealną kokardkę na swoich wansach.
-Już!- wykrzyknęła, na co się uśmiechnęłam.- Teraz czas na drugi but.- westchnęłam zrezygnowana, opadając na ławkę obok mojej siostry. Po całej szkole rozniósł się znienawidzony dźwięk, przez każdego ucznia – dzwonek na lekcje. Wstałam z mebla, gdy zauważyłam, że Meggie się również podnosi. Zabierając torbę, ruszyłam w stronę mojej szafki. Zostawiłam nie potrzebne książki i zeszyty. Meg zapukała w drzwi, by po chwili pociągnąć metalową klamkę. Przełknęłam ślinę, zdenerwowana. Nie widziałam twarzy pani Giny, ponieważ Meggie jest wyższa ode mnie. Bałam się, że się wścieknie jak pani Clara. Meg zaczęła mówić o naszym niefartownym poranku, mówiąc „naszym” mam na myśli o moim niefartownym poranku. Moja przyjaciółka pominęła krępujące zdarzenia, jak na przykład; fatalne stłuczenie mojego tyłka. O dziwo wychowawczyni nie miała do nas pretensji. Dodając, że i ona nie miała zbyt przyjaznego ranka. Usiadłam razem z Meggie do pierwszej ławki. Starałam się skupić na nauczycielce i słuchać to co mówi. Niestety, jak na złość, dziś wszystko idzie nie po mojej myśli. Od początku lekcji, czułam czyjś palący wzrok na sobie. Oczywiście, nie muszę wam mówić kto, bo pewnie się domyśliliście. Meg szturchnęła mnie pod ławką, wyrywając z „transu”.
-Do ciebie, z tyłu.- powiedziała, gdy tylko zauważyła moje pytające spojrzenie. Niepewnie sięgnęłam po zgniecioną kulkę, na której było niewyraźnie napisane moje imię. Rozejrzałam się po klasie zdezorientowana. O dziwo nikt na mnie nie patrzył, myślałam, że ten „ktoś” będzie chciał widzieć moją minę. Spojrzałam na szatyna, który teraz rozmawiał z chłopakiem o kręconych włosach. Z westchnieniem rozwinęłam kartkę pod ławką.
„Podobało ci się wczoraj? - J.” - przeczytałam, cicho mamrocząc treść pod nosem. No tak, jak mogłam pomyśleć, że Justin się ode mnie odczepi?
„Nie. - A.” - odpisałam niewyraźnie. Zaprzeczyłam samej sobie. Zgniotłam i tak już pogniecioną kartkę, w kulkę. Spojrzałam spod grzywki, czy pani Gina przypadkiem nie patrzy w moją stronę. Na szczęście, nauczycielka pisała coś na tablicy. Odwróciłam się ponownie i zamachnęłam, trafiając kolegę Justina w głowę. Zaśmiałam się pod nosem widząc, jak chłopak próbuje wyciągnąć liścik z loków. Po paru sekundach Bieber już mi odpisywał.
-Anne, odwróć się.- powiedziała ostrzegawczo wychowawczyni. Natychmiast odwróciłam się, poczułam jak moje policzki powoli stają się zaróżowiałe. Co za wstyd! Być przyłapaną i to jeszcze na patrzeniu na Justina.
-Przepraszam.- wymamrotałam pod nosem. Gdy pani Gina powróciła do pisania, poczułam, że ktoś trafił mnie papierową kulką w tył głowy. Na mojej twarzy powstał grymas, ale podniosłam kartkę i przeczytałam kolejne niewyraźne zdania.
„Na prawdę? A ten zachwyt? Hmm?” - ma mnie. Westchnęłam i zaczęłam myśleć nad odpowiedzią, gdy nagle rozbrzmiał dzwonek. Podniosłam zdezorientowana wzrok na równie zdziwioną co ja, nauczycielkę. Spojrzałam na zegar, wiszący nad tablicą. Było jeszcze dobre 20 minut do końca pierwszej lekcji. Po raz drugi zabrzmiał raniące uszy, dźwięk. Widząc minę naszej wychowawczyni, wiedziała już co się dzieje.
-Ok, bez paniki. Ustawcie się w dwójki, tylko szybko.- wstałam z miejsca, trochę przestraszona. - Wychodzimy i trzymamy się klasy.- dopowiedziała. Dzwonek zadzwonił po raz trzeci, teraz to i ja wiedziałam, co się dzieje. Stanęłam w parze z Meg. Szłyśmy za naszą klasą, przez zatłoczony korytarz. Po wyjściu z budynku, dyrektor kazał pani Ginie ustawić nas w dwuszeregu i policzyć. Z tego iż byłam niższa od mojej przyjaciółki, stanęłam przed nią.
-UWAGA!- rozbrzmiał głos dyrektora, który mówił przez megafon.- Z powodu pożaru macie odwołanie lekcje. Jeżeli coś wam ważnego zostało w budynku, postanowimy to uratować. Dziękuję.- mówił, a ja wsłuchiwałam się uważnie. Sprawdziłam kieszeń, odetchnęłam z ulgą wyciągając klucze do domu i telefon. Odwróciłam się w stronę Meggie, na jej twarzy był wymalowany grymas.
-Anne mój telefon został w torbie...- powiedziała zrezygnowana.- i klucze do auta też.- tym razem na mojej twarzy pojawił się grymas.
-Czyli musimy iść do domu na piechotę?- jęknęłam zrezygnowana.
-Najwyraźniej, a na taksówkę, czy autobus nie mamy kasy, bo została w budynku.- odpowiedziała. Spojrzałam na telefon, była 9:17. Zauważyłam zbliżającego się Davida, chciałam mu pomachać. Lecz on domyślając się co chcę zrobić, przyłożył palec do ust, przekazując tym mi bym była cicho.
POV Meggie
Poczułam jak ktoś zakrywa mi oczy. Nie mogła być to Anne, bo ona stała przede mną.
-David?- spytałam nie będąc pewna, czy to na pewno on.
-Yep.- odpowiedział mi zdejmując dłonie z moich oczu, po chwili poczułam jego ręce na moich biodrach. Na mojej twarzy powstał zapewne widoczny rumieniec. Ann widząc to zachichotała, a ja przygryzłam wargę. David dał mi soczystego całusa w policzek. Nie wiem czy to było możliwe, ale zdawało mi się, że kolor moich policzków jest bardziej różowy, niż moje włosy. Usłyszałam chichot Davida, przez co na mojej twarzy powstał uśmiech.
-Powieść was?- zapytał.
-Jeżeli to nie sprawi ci problemu.- powiedziałam cicho, za cicho jak na mnie. Co się ze mną dzieje?

-Jak już kiedyś mówiłem, mieszkamy blisko siebie. Nie martw się.- ostatnie zdanie wyszeptał do mojego ucha. Odwróciłam się w stronę Davida, nasze twarze dzieliło parę centymetrów.
***
Wracam moi drodzy! :D

O ile jeszcze mam do kogo wracać :/

wtorek, 6 stycznia 2015

Przepraszam

Przepraszam, ale przez dwa dni i trochę dzisiejszego, nie miałam dostępu do komputera. Mam nadzieję, że nie jesteście na mnie źli.
Tak przy okazji spamujemy do Justina: #JustinDontForgetAboutPolandOnNewTour
Liczę na was!
No i oczywiście jeszcze raz przepraszam.

sobota, 3 stycznia 2015

Rozdział 10 "Nigdy nie mów nigdy"

POV Anne
Stojąc przed salą, w której zaraz miała odbyć się lekcja matematyki westchnęłam zrezygnowana. Wszystko na zajęciach u pani Clary, denerwuje mnie. Od równań matematycznych, które lubię, po tykanie zegara naściennego. Wchodząc do sali, poczułam gorący oddech na szyi. Moje ciało przeszyły ciarki. Wyczułam dłoń Justina na moim prawym ramieniu. Myślałam, że dałam mu do zrozumienia, że nie chce go znać. Zamknęłam oczy, przygryzając dolną wargę. Wyrwałam mu się i zdecydowanym krokiem weszłam do klasy. Zaczęłam rozglądać się po sali w poszukiwaniu wolnego miejsca. Niestety wszystkie były zajęte... no prawie wszystkie, zostały te na końcu. Usiadłam więc w jednej z nich i pochyliłam się nad plecakiem, aby wyjąć książki. Gdy Justin wszedł do klasy wszyscy wlepili w niego oczy, starłam się uniknąć jego spojrzenia, ale okazało się to nie możliwe. Perfidnie przesuwał po mnie wzrokiem, od czubka głowy, aż po czarne buty. Zacisnęłam zęby i wbiłam wzrok w okno, o dziwo nie usiadł obok mnie, ale całą lekcje czułam na sobie jego palące spojrzenie. Gdy po dzwonku wyszłam na korytarz, nie było go. Po prostu zniknął. Zeszłam na dół do szatni, otworzyłam szafkę i szybko wciągnęłam na siebie niebieski płaszcz i czarne botki, przy czym cały czas rozglądałam się na boki. Justin nie pojawił się w szatni. Czyżby dał mi spokój? Wychodząc ze szkoły dziękowałam Bogu, że mogę w spokoju wrócić do domu. Meg skończyła lekcje godzinę wcześniej i zabrała samochód, więc byłam skazana wracać do domu na piechotę. Niebo było pochmurne, ale nie padało. Jeszcze. Przeszłam przez parking i wyszłam na główną ulicę. Wtedy właśnie zaczął padać deszcz. Naciągnęłam na głową kaptur, przez chwile myślałam, że ten dzień nie zakończy się katastrofą... ale nie, ten dzień jest taki jak wszystkie inne, czyli beznadziejny. Obejrzałam się, w moją stronę nadjeżdżał czarny NISSAN 350Z. Zatrzymał się obok mnie, niestety nie widziałam kierowcy... boczne szyby były przyciemniane. Serce podskoczyło mi do gardła, drzwi od strony prowadzącego auto, otworzyły się. Wyszła z niego zakapturzona postać, nie mogłam zobaczyć jej twarzy, ale gdy podszedł bliżej zobaczyłam jego twarz. Justin uśmiechał się jakby właśnie dostał niewiarygodnie, wspaniały prezent. Wyminęłam go, ale zanim zdążyłam zrobić krok złapał mnie za ramie i odwrócił w swoją stronę. Mogłam się mu wyrwać, uciec i zostawić na środku ulicy... ale 1) miał samochód i szybko by mnie dogonił 2) miałam szanse dać mu do zrozumienia, że powinien mnie zostawić i 3) wcale nie miałam ochoty mu się wyrwać. Zamiast więc uciec, spojrzałam mu w oczy i nie wierząc, że to robię, zapytałam:
-Czego chcesz?
-Chciałem z tobą pogadać przed matmą, ale nie dałaś mi szansy... chciałbym ci to wszystko wynagrodzić.
-Wszystko? To znaczy co?
-Wiesz co.- uśmiechną się przekornie, tak, że w jego policzkach pojawiły się dołeczki.- Nie mam czasu...
-Wynagrodzisz to, dając mi spokój- przerwałam mu szybko i wyminęłam po raz drugi. Nie złapał mnie za rękę, tylko wsiadł do auta i odpalił silnik. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Czyżby poskutkowało? Może właśnie odbyłam z nim ostatnią rozmowę... Justin podjechał do mnie swoim samochodem i opuścił szybę.
-Jeśli ze mną nie porozmawiasz, będę tak jechał aż do twojego domu i nigdy nie dam ci spokoju. Wsiadaj, przynajmniej nie zmokniesz.
-Podwieziesz mnie prosto pod dom? Żadnych przystanków?- ta propozycja wydała mi się atrakcyjna.
-Tego nie mogę ci obiecać, ale myślę, że cię nie zawiodę. Nie daj się prosić... jeśli ci się nie spodoba odczepię się od ciebie już na zawsze. Nigdy więcej nie będziesz musiała ze mną rozmawiać.
-Nigdy nie mów nigdy.- wyszeptałam, patrząc na buty.
-Co powiedziałaś?- zapytał, najwyraźniej nie słysząc moich słów. Przeczesałam włosy dłonią. Mam jeszcze trochę drogi do domu, jestem zmęczona i nie zmoknę... ale z drugiej strony nie ufam Justinowi, co jeśli wywiezie mnie poza Londyn i zostawi w jakimś ciemnym lesie, gdzie nie ma zasięgu? Czemu miałabym mu zaufać?
-Dobra.- powiedziałam w końcu.- Ale masz jechać spokojnie i nie wariować na drodze.
-Okej.- otworzyłam sobie drzwi i usiadłam po jego prawej. W środku było bardzo ciepło, a fotele były wygodne. Oparłam głowę o zagłówek i wlepiłam wzrok w okno. Po pół godzinie jazdy moje powieki stały się ciężkie i powoli zapadałam w sen.
-Nie zasypiaj, mieliśmy pogadać.- westchnęłam ciężko i z trudem przewróciłam głowę w jego stronę.
-O czym chcesz rozmawiać?
-Nie wiem... ale chyba powinniśmy rozmawiać, skoro chcę cię przeprosić.
-A nie możesz po prostu powiedzieć „przepraszam”?- powiedziałam poirytowana. Nie chciałam siedzieć w tym aucie... chciałam tylko, żeby wreszcie dał mi spokój. Nie odpowiedział więc spojrzałam na drogę.- Daleko jeszcze?
-Nie jesteś zbyt cierpliwa.
-Spostrzegawczy jesteś.- wypaliłam. Odchrząkną i spojrzał na mnie.
-Droga zajmie nam jeszcze jakąś godzinę... Co u tego frajera?- poparzyłam na niego pytająco, uśmiechną się ironicznie, co chwilę zerkając na drogę.- Davida?
-Po pierwsze, co cię to interesuje? Po drugie, nie nazywaj go tak.
-Nic. Chcę podtrzymać rozmowę.
-Wszystko u niego w porządku.- powiedziałam i znów spojrzałam za okno. Właśnie mijaliśmy jedną z głównych ulic Londynu, byłam ciekawa gdzie mnie zabiera, ale zanim zdarzyłam go oto zapytać, zmorzył mnie sen.
POV Justin
Nie wiem czemu to robię, nie zależy mi na Anne... ja po prostu chcę się z nią spotykać, nie wystarcza mi czas spędzony w szkole i wgapianie się w nią na każdej lekcji. Żadna dziewczyna nie robi na mnie wrażenia, ona też, u każdej podoba mi się tylko wygląd, nigdy nie patrze na to jaki mają charakter i wszystkie są takie same. Wyskakują z majtek na mój widok, są uległe, nie stawiają oporu. Jednym słowem są łatwe. Anne też nie stawia oporu... to znaczy nie w tym sensie... wie, że może mi się postawić i próbuje to zrobić, ale nie potrafi. Jest zamknięta i na pewno łatwo mi nie pójdzie. Nie ufa mi, widać to na pierwszy rzut oka, ale wsiadła do samochodu i to zdziwiło mnie najbardziej, byłem prawie pewny, że będę musiał użyć siły... bardzo mnie zaskoczyła. Ta sytuacja dała mi do zrozumienia, że jednak mam szansę i mam zamiar to wykorzystać. Ostro skręciłem w prawo... Ann prosiła mnie żebym jechał ostrożnie, ale teraz kiedy śpi to nie ma znaczenia. Deszcz przestał padać już kwadrans temu i teraz na niebie wyraźnie było widać gwiazdy. Muszę się postarać... więc zabieram ją w miejsce, które nawet mnie wprawiło w zachwyt. Spojrzałem na nią z ukosa i uśmiechnąłem się pod nosem. Jej głowa była oparta o zagłówek, usta lekko rozchylone. Oddychała miarowo i spokojnie tak jak tamtej nocy kiedy udało mi się wejść do jej pokoju, miała różowe policzki , jedna rękę oparła o szybę, druga bezwładnie zwisała z kolana. Całość wyglądała dość komicznie. Ziewnąłem i skręciłem na stacje benzynową... musiałem zatankować i trochę się bałem, że kiedy się zatrzymam Anne się obudzi. Zaparkowałem ostrożnie, nie wyłączając silnika wyszedłem z auta. Stacja była dość mała, rozejrzałem się ostrożnie sprawdzając gdzie są kamery, ale nie zauważyłem żadnej. Powoli podszedłem do zbiornika z paliwem, kasjer siedzący w małym budynku nawet nie podniósł na mnie wzroku. Nalałem paliwa do pełna, szybko wsiadłem do samochodu i odjechałem z piskiem opon. Anne nadal spała. Nie płace, mam pieniądze, ale po prostu nie chce mi się tracić czasu. Zresztą to nie wiele, robiłem gorsze rzeczy i nikt mnie nigdy nie przyłapał, gliny są tępe i nawet gdyby wpadły na jakiś trop nie stawiły by mi czoła. Ale żadnego dowodu nie znaleźli i nie znajdą, jestem na to za cwany.
POV Anne
Obudziłam się kiedy samochód się zatrzymał, lekko rozchyliłam powieki. Justina nie było w samochodzie, stał na zewnątrz i nalewał paliwa do baku. Rozglądał się dookoła z cwanym uśmieszkiem przylepionym do buzi. Nie zapłacił, ale jak mogłam pomyśleć, że to zrobi? Kiedy usiadł obok mnie poczułam zapach benzyny, szybko zamknęłam oczy, nie wiem czemu, ale wolałam żeby nie widział, że nie spałam. Ruszył tak nagle i gwałtownie, że poczułam jak wszystkie wnętrzności przewracają mi się w brzuchu. Zamknęłam oczy i zasnęłam ponownie. Obudziło mnie gwałtowne hamowanie, moja ręka ześliznęła się z szyby, o którą była oparta. W jednej chwili uderzyłam czołem o drzwi samochodu i usłyszałam śmiech Justina. Westchnęłam cicho na jego widok, był skupiony na drodze, ale co chwile zerkał w moją stronę z rozbawieniem.
-Co?- zapytałam rozdrażniona.
-Nic, tylko śmiesznie wyglądasz. Zawsze wstajesz taka wściekła?- na jego twarzy pojawił się ironiczny uśmieszek.
-Nie... czasem jestem przerażona, bo obok mnie leży nieznajomy facet.
-To była akcja. Będziesz mi to wypominać cały czas?
-Myślę, że nie będę na ciebie skazana przez cały czas.- zamrugałam i spojrzałam na drogę.- Gdzie jesteśmy?
-Już niedaleko.
-Okej.- mruknęłam i powoli sięgnęłam do kieszeni.
-Co robisz?- zapytał zaciekawiony.
-Nic, jest późno, a Meg nie ma pojęcia gdzie jestem.. muszę jej powiedzieć, że nadal żyję.- gdy to powiedziałam usłyszałam jego chichot, ale tym razem nie miałam zamiaru pytać co go tak rozbawiło. Zamiast tego wybrałam numer swojej przyjaciółki, po dwóch sygnałach usłyszałam znajomy głos.
-Mówi David, Meg jest chwilowo zajęta. Przekazać jej coś?
-Hej David, to ja Anne. Chciałam tylko powiedzieć Meggie, żeby się nie martwiła.
-Ok, przekaże jej to, na razie.
-Cześć.- kiedy się rozłączyłam Justin parkował na zadbanym i pustym parkingu. Spojrzałam na niego, jego ręce nerwowo zaciskały się na kierownicy, a kostki były lekko białe. Zignorowałam to i rozejrzałam się dookoła. Wszędzie było widać drzewa przez, które przebijał się słaby blask gwiazd. Ale poza tym wszędzie było ciemno. Przeszedł mnie dreszcz, co mogliśmy robić w takim miejscu jak to? Wprost idealna sceneria na zabójstwo. Ale gdyby chciał mnie zabić pozwolił by mi zadzwonić do Meg? Przewróciłam oczami, znowu zaczynam dramatyzować. Justin otworzył drzwi i wysiadł z samochodu, zastanowiłam się chwile i zrobiłam to co on. Powietrze było tu świeże, nie tak jak w Londynie. Nie było czuć spalin samochodowych i w przeciwieństwie do miasta było tu niewiarygodnie cicho. Poczułam na sobie jego wzrok, ale się nie odwróciłam nie chciałam na niego patrzeć. Usłyszałam jak odwraca się w drugą stronę, co zmusiło mnie żebym na niego spojrzała. W ciemności widać było tylko jego sylwetkę,powoli ruszył w kierunku drzew i przeszedł przez zadbany trawnik. Skierowałam się w jego stronę, kiedy go dogoniłam potknęłam się o wystający korzeń i wpadłam na niego. Justin obrócił się w moją stronę, zauważyłam tylko jego uśmiech. Szybko puściłam jego kurtkę na której zacisnęłam rękę. Miałam nadzieje, że on też nie widzi mojej twarzy, bo czułam jak płoną mi policzki.
-Złap się mnie. Jest ciemno... chyba nie chcesz się przewrócić?
-Nie dzięki, poradzę sobie.- odpowiedziałam, ale po kilku krokach pożałowałam swojej decyzji. Uderzyłam kolanem w jedno z drzew i poczułam straszny ból, przewróciłam się na plecy i jęknęłam cicho, że akurat w tym miejscu musiało rosnąć to cholerne drzewo!!!Usłyszałam jak Justin kuca nade mną.
-Fajtłapa.- powiedział, nie żeby mnie to uraziło, ale poczułam się trochę nieswojo. Bez słów złapał mnie za jedną rękę i wziął na barana. Resztę drogi pokonaliśmy w milczeniu, które przerywały tylko moje westchnienia. Zastanawiałam się czy nie jest mu ciężko, ale nie wydawał się zmęczony. Kiedy bez ostrzeżenia, postawił mnie na ziemię zrozumiałam, że jesteśmy na miejscu. Podniosłam głowę do góry, tu było o wiele jaśniej. W oddaleniu około dziesięciu metrów było widać koniec zbocza? Biła z niego tajemnicza jasna poświata. Podeszłam bliżej, niedaleko urwiska stało kilka ławek... kiedy przeszła obok nich poczułam się tak jak bym przekroczyła jakąś granicę. Już z tego miejsca mogłam podziwiać niesamowity krajobraz, na dole rozciągał się Londyn. Wszędzie było widać światło, wyraźnie odznaczały się tylko ciemniejsze i mniejsze uliczki. Całość tworzyła coś w rodzaju pajęczej sieci. Oczywiście nie mogłam zobaczyć wszystkiego, miasto było zbyt duże, a ja byłam na zbyt małej wysokości. Nagle zapragnęłam wspiąć się wyżej, znaleźć miejsce w którym będę mogła oglądać Londyn w całej okazałości. Uśmiechnęłam się sama do siebie, właśnie na chwile zapomniałam o wszystkich problemach i o Justinie, który stał zaraz na mną.
-Zaraz wracam, zostawiłem coś w samochodzie.- powiedział, ale ja nie zwróciłam na niego uwagi, wzruszyłam ramionami i nadal przyglądałam się miastu, które powoli zapadało w sen. To miejsce było niesamowite, ale wydawało się opuszczone... jakby nikt nie odwiedzał go od wieków. Usiadłam ostrożnie na jednej z ławek ustawionych w półkolu. Czemu zabrał mnie w takie miejsce? Musiałam przyznać, że mi się tu podoba... ale to z kolei oznacza, że będę skazana na jego towarzystwo i już nigdy się nie odczepi. Wredna pijawka. Przeklinając go w myślach cały czas zerkałam do tyłu. Za mną było zupełnie ciemno, wiatr co chwile poruszał konarami drzew... to mnie przerażało. A jeśli za chwilę zza tego drzewa, wyskoczy facet z piłą mechaniczną... albo co gorsza Justin? Starałam się skupić na Londynie, ale nie potrafiłam. Kiedy wrócił, w reku trzymał pudełko z pizzą i koc.
-Powiedzmy, że to nie jest randka... co robi się na nie randce?- zapytał z uśmiechem.
-Zapytaj raczej czego się nie robi.- odpowiedziałam, z ironią.- Ale masz rację, to nie jest randka.
-Ale jeżeli to nie jest randka... to co to jest?
-Wymuszone spotkanie, dwójki ludzi, którzy kompletnie się nie znają.- powiedziałam, starając się przybrać poważny ton.
-Ta... masz rację, ale po jakimś czasie to „spotkanie”, może przerodzić się w randkę.
-Gdybyś powiedział mi to wcześniej nie zgodziłabym się na to, żeby tu przyjechać.- wypaliłam, w czasie kiedy on otwierał pudełko z pizzą.
-To, ci się tu nie podoba?- uniósł brwi. Musiałam przyznać, że jest tu pięknie i tak, cholernie mi się tu podoba... ale się bałam. Czy jeśli to powiem, będzie mnie prześladować do końca życia? W sumie nawet dobrze mi się z nim rozmawiało. Przeszły mnie ciarki. Jak mogło mi się z nim dobrze gadać? Rozbił mi głowę, przezywa moich przyjaciół i zachowuje się jakby wszystko było u jego stup.- Dostanę odpowiedź?- westchnęłam, a Justin teatralnie powtórzył to po mnie.
-Muszę się zastanowić.- powiedziałam.
-Już się zastanowiłaś?- uniosłam oczy do góry, wołając o pomstę do nieba.
-Tak.- powiedziałam, właściwie nie wiedziałam czemu to robię.- Jest tu pięknie... ale to niczego nie zmienia, nie przekonałeś mnie do siebie.- z niedowierzaniem pokręcił głową i uśmiechną się.- Wiesz, że kiedy się uśmiechasz w twoich oczach nie widać radości?-zapytałam, zanim zdążyłam ugryźć się w język. Odwróciłam się od niego i spojrzałam na miasto, a kiedy znowu na niego popatrzyłam wydawał się jednocześnie rozbawiony, zaciekawiony i zamyślony. Po chwili milczenia powiedział:
-Przyglądasz mi się?- zabawnie poruszał brwiami tak, że wybuchnęłam śmiechem. Po godzinie rozmowy, poczułam niesamowite zmęczenie. Zjedliśmy całą pizzę, która niestety była już zimna, ale nadal pyszna. Nie spodziewałam się tak świetnego spotkania. Oparłam się o jego ramię i zasnęłam. Czułam jak lekko podnosi mnie z miejsca, ale nie chciałam mu się wyrwać. Wtuliłam się w jego pierś i poczułam nagły przypływ spokoju.
POV Justin
Anne spała całą drogę. Jej stwierdzenie wprawiło mnie w zakłopotanie... poczułem jak wszystko we mnie płonie. Zdenerwowałem się... ale nie mogłem wszystkiego spieprzyć. Było już tak blisko, jestem prawie pewny, że mi ufa. Dokładnie znałem następny krok... muszę się do niej zbliżyć, dać poczucie bezpieczeństwa. Uśmiechnąłem się pod nosem wjeżdżając na teren jej domu.
POV Meggie
Gdy czarny samochód wjechał na podwórko, serce podskoczyło mi do gardła... Anne dzwoniła do mnie, żebym się nie martwiła. Ale jak mogłam się nie martwić? Cały wieczór spędziłam na staniu w oknie i czekaniu, aż w końcu wróci. Obie nie znałyśmy tu nikogo oprócz Davida... więc z kim mogła się spotkać, gdzie pójść? Ale naprawdę się przeraziłam dopiero kiedy zobaczyłam kierowcę. Justin siedział obok, jak mi się wydaje, śpiącej Anne...zmrużyłam oczy. Muszę wyjść na zewnątrz. Wybiegłam z domu i szybkim krokiem podeszłam do samochodu. Zapukałam w okno, gdy się otworzyło, pojawiła się uśmiechnięta twarz tego idioty.
-Co tu robisz?!- krzyknęłam rozhisteryzowana.
-Cicho... odwiozłem twoją przyjaciółkę. Nie widać?
-Nie jestem ślepa.- powiedziałam.- Ale czemu ty ją odwozisz?
-Za dużo pytań.- powiedział i bez dalszych wyjaśnień wysiadł z auta. Przeszedł obok mnie i otworzył drzwi od strony pasażera. Dziwiłam się, jak Ann mogła tak spokojnie usnąć w JEGO samochodzie? Wziął ją na ręce.
-Puść ją.
-Chcesz, żebym puścił ją na środku podwórka? Dasz sobie radę sama?
-Nie.- powiedziałam speszona. I zaprowadziłam go do mieszkania.- Sypialnia Anne jest... - Justin nawet na mnie nie spojrzał. Szybkim krokiem wszedł po schodach i trafił prosto do
sypialni mojej przyjaciółki. Co do cholery?!
-Skąd wiesz gdzie Anne ma sypialnie?- zapytałam groźnym tonem, kiedy schodził ze schodów. Wyglądał na zadowolonego z siebie i trochę rozbawionego. Już otworzył buzie, ale zanim zdążył coś powiedzieć, David staną obok mnie.
-Co się tu dzieje?- zapytał, a ja westchnęłam.
-Sama nie wiem.
POV David
Spojrzałem na Justina, na Meg i znów na Justina. Co on robi w ich domu. Meggie wyglądała na wściekłą i poirytowaną.
-Gdzie jest Anne?- poczułem niepokój.
-Na górze.- odpowiedział. Zszedł ze schodów, uśmiechną się do nas i wyszedł. Tak po prostu. Staliśmy w przedpokoju jeszcze jakiś czas.
-Idę sprawdzić co z Anne. Poczekasz na mnie w salonie?
-Tak, jasne.- powiedziałam. Przeszedłem do pokoju i usiadłem w wygodnej kanapie. W tej samej chwili poczułem wibracje w kieszeni.
Od nieznany:
Czy to nie jest dziwne, że w twoim domu nie ma żadnych zdjęć z twojego wczesnego dzieciństwa?
Takie smsy dostaje, już od dłuższego czasu... starałem się je ignorować, ale przychodzą za często. Zaczynam się niepokoić. Szybko wstałem z siedzenia i wszedłem do przedpokoju.
-Meg! Muszę iść!
-Co?!- wybiegła z pokoju i zmierzyła mnie wzrokiem. Ale ja jej nie odpowiedziałem, naciągnąłem kurtkę wyszedłem na zewnątrz.  

czwartek, 1 stycznia 2015

Rozdział 9 "Skakałem z większych wysokości. "

POV Justin
Poczułem czyjeś dłonie, które zaciskały się na mojej koszulce. Spojrzałem na dziewczynę leżącą przede mną, miała zaciśnięte oczy, najwyraźniej śniło się jej coś złego. Za oknem, było już jasno...słyszałem hałas kończącej się imprezy. Co ja tu robię? Jeszcze raz opatrzyłem na dziewczynę i przypomniałem sobie ostatni wieczór. Musiałem zasnąć czekając, aż Anne się obudzi. Jej oczy otworzyły się powoli, nie zwracając na mnie uwagi uniosła głowę i spojrzała na sufit. Na jej twarzy rozkwitło przerażenie, obróciła się w moim kierunku, a ja wyszczerzyłem do niej zęby. Widziałem jak powoli, dociera do niej to co widzi.
-Cześć Anne.- powiedziałem. Jej usta otworzyły się w niemym zdziwieniu, chciała krzyknąć, ale zasłoniłem jej wargi. Powoli, jedną ręką trzymając na jej udach, pochyliłem się nad nią. Przybliżyłem się do niej i pocałowałem w szyję, podniosłem twarz po jej policzkach spływały łzy. Znowu się pochyliłem, całując ją trochę wyżej, spróbowała się mi wyrwać.
-Spokojnie.- wyszeptałem do jej ucha.- Nie zrobię ci krzywdy.- dopowiedziałem. Zacząłem wolną ręką przesuwać w górę po jej udzie. Załkała ponownie, spojrzałem na jej twarz, która lśniła od słonej cieczy. Złapałem z nią kontakt wzrokowy, nie był on przyjemny, ponieważ dziewczyna w oczach miała strach i ból. Wpadłem na kolejny genialny pomysł, chyba trzeci w tym tygodniu.
-Byłaś niesamowita.- wyszeptałem jej do ucha. Na moją koszulkę spłynęło kilka jej łez.-Tak pięknie wyglądasz na tym filmie, który nagrałem.- mówiąc to, całowałem jej szyję.
Dziewczyna zaczęła się ode mnie odsuwać, ale nie zdołała mi się wyrwać, gdyż ściana była niedaleko. Szlochała dość głośno, wiedząc, że ma współlokatorkę, postanowiłem stłumić jej płacz. Przysunąłem się bliżej dziewczyny i zachłannie wpiłem się w jej usta. Były bardzo miękkie, smakowały miętą. Anne nie odwzajemniła pocałunku. Zacząłem schodzić niżej, jej oddech przyspieszył. Wątpię, że z podniecenia, przypuszczam, że to było spowodowane jej strachem. Ręce położyłem na jej biodra, wzdrygnęła się. Chciałem już zdjąć jej koszulkę, gdy zaczęła się opierać. Spojrzałem w jej oczy, były mocno zamknięte. Nie wytrzymałem i zacząłem się cicho śmiać. Dziewczyna powoli otworzyła jedno oko. Na jej twarzy wymalowane było zdezorientowanie i strach.
-Żartowałem, ale się nabrałaś.- powiedziałem nadal chichocząc. Anne najwyraźniej nie było do śmiechu. Spuściła głowę wlepiając wzrok w pogniecioną pościel.
-T...to n...nie b...było z...zabawne.- zaczęła się jąkać, co jakiś czas pociągając nosem. Puściłem jej oczko, wstając z jej wielkiego, dwuosobowego łózka. Zacząłem zakładać buty.
-Polecam się na przyszłość.- powiedziałem kończąc sznurować obuwie. Skierowałem się na balkon, spojrzałem w dół. Nie było tak źle, skakałem z większych wysokości. Przerzuciłem jedną nogę poza barierkę. Odwróciłem się do Anne, która cały czas trzęsąc się siedziała na łóżku.
-Do zobaczenia na matematyce.- przeniosłem drugą nogę i skoczyłem. Słysząc jej lekki krzyk uśmiechnąłem się pod nosem. Odwróciłem się ostatni raz w stronę domu Anne i pomachałem jej. Przeskoczyłem przez płotek, idąc do przyjaciela.
POV Anne
Stałam na balkonie, wpatrując się w Justina znikającego w drzwiach sąsiedniego domu. Zrobiło mi się zimno na samą myśl o tym, co przed chwilą wydarzyło się w moim pokoju. Chciało mi się spać choć wiedziałam, że nie zasnę. Przeszłam przez pokój i otworzyłam drzwi do łazienki. Stanęłam przed lustrem, bezmyślnie patrząc się w odbicie. Z osłupienia wyrwał mnie dzwonek telefonu. Budzik... była równo 06:00. Wzięłam szczotkę i niedbale związałam włosy w kucyk.
Jason obejmuje mnie w pasie, przyciska do ściany, choć ja tego nie chcę. Czuje jego ręce pod moja koszulką, rozpina mi stanik. Całuje po mojej szyi, zdejmuje swoją koszulkę i rzuca ją w ciemny kat, obskurnego pokoju. Czuje jego przyspieszony oddech na obojczyku. Nasze spotkania po roku znajomości zawsze kończyły się tak samo. Lodowałam z nim w łóżku, mimo, że tego nie chciałam. Nadal go kochałam, mimo krzywd które mi wyrządzał, miałam nadzieje, że się zmieni. Spotykaliśmy się rzadko, z powodu moich przybranych rodziców, a szczególnie taty, który nie odstępował mnie na krok.
Pochyliłam się nad umywalką i zmyłam ślady łez z twarzy.
Jason łapie mnie za rękę w parku i ciągnie do samochodu. Siadam obok niego w fotelu pasażera.
-Wiesz co masz robić.- mówi mi do ucha.
Nałożyłam trochę tuszu na rzęsy, rozpuszczam włosy i rozczesuje je delikatnie. Przechodzę przez łazienkę i wchodzę pod prysznic, ciepła woda spływa po moim ciele, biorę trochę żelu do kąpieli, o zapachu gumy balonowej i rozprowadzam po brzuchu.
Jason patrzy na mnie z góry, czuję łzy spływające mi po policzkach, brodzie i szyi. Klęka przymnie i ociera je kciukami.
-Czemu płaczesz?
-Bo mnie ranisz.-mówię i jeszcze głośniej szlocham.
-Czym?- pyta.
Wycieram się ręcznikiem zawijam się nim szczelnie, znów podchodzę do umywalki, karcąc się w myślach. Nie myśl o tym. Tylko pogarszasz sprawę. Wyjmuje szczotkę ponownie rozczesuje włosy i suszę je.
Justin stoi w oknie, całuje jakąś dziewczynę w szyję i uśmiecha się do mnie albo, raczej śmieje się ze mnie.
Wychodzę z toalety i przechodzę do garderoby. Biorę pierwsze spodnie które podwiną się mi pod rękę, białą koszulkę i buty na płaskim obcasie.
Justin leży obok mnie w moim łóżku, czuje od niego alkohol. Przerażona patrze na niego, mówi coś, ale nie wiem co, bo w moich uszach słyszę bicie swojego serca. Próbuje krzyczeć, ale nie mogę, kiedy udaje mi się pisnąć zakrywa mi usta ręką. Czuje, że zaraz się rozpłaczę, łzy przynoszą mi ulgę. Całuje mnie i choć nie odwzajemniam żadnego pocałunku, wiem, że gdyby nie były wymuszone podobałyby mi się.
Nakładam na siebie ubrania i patrze w lustro. Krótkie spodenki z wysokim stanem i biała koszulka zasłaniająca mi ręce, pasują do siebie. Brązowe botki, sięgające mi do kostek współgrają z dwoma bransoletkami ze skóry, też brązowej. Jedna z nich ma zawieszką w kształcie żółwia, a zapięcie drugiej jest ze złota i ma kształt serca. Złoty łańcuszek, który smutno zwisa z mojej szyi, nie ma żadnych dodatkowych ozdób.
Justin wyskakuje przez balkon. A ja czuje strach.
Zeszłam na dół, Meg o dziwo już siedziała w kuchni i smażyła naleśniki. Swoje zjadła, więc teraz parzyła na moją porcję łakomie. W innej sytuacji by mnie to rozbawiło, ale teraz zjadłam jednego naleśnika i z przyjemnością oddałam jej resztę. Gdy wsiadłyśmy do samochodu, zmuszając się do uśmiechu, myślała tylko o tym co wydarzy się w szkole. Meggie, przez całą drogę opowiadała mi o tym co wydarzyło się na imprezie, ja nie miałam zamiaru opowiadać jej o wydarzeniach wczorajszego wieczoru i dzisiejszego poranka.
POV Meggie
Przez całą drogę do szkoły Anne milczała. Czułam, że coś jest nie tak. Może martwiła się o Davida? Jak o wszystkich chłopców, z którymi się spotykałam? Widząc, że nie jest zdolna do rozmowy o tym co ją tak smuci, wysiadłam z samochodu. Przeszłyśmy, przez parking i rozstałyśmy się w szatni. Lekcje już się zaczęły, najwyraźniej będę się spóźniać przez cały rok, ale szłam spokojnie i powoli nie spiesząc się. Ann zdążyła dzięki temu, że biegła. Mimo, że z Anne byłyśmy w jednej klasie rzadko miałam z nią lekcję. Sala była już pełna, weszłam po cichu, a starsza kobieta, nauczycielka fizyki, nie zwróciła na mnie uwagi. Usiadłam przy Davidzie. Spojrzał na mnie i uśmiechną się lekko.
-Znowu spóźniona...-wyszeptał zamiast powitania. W klasie nikt nie zwracał uwagi na panią Parker, wszyscy rozmawiali albo spali...
-Trudno mi było wstać...-tak było mi trudno, tym bardziej, że nie obudziła mnie Anne, ale wstałam sama i z tego byłam dumna.
-Może następnym razem pójdziemy na lepszą imprezę...
-Nie podobało ci się?
-Nie było źle, ale... no wiesz.- tak oczywiście, że wiem. Resztę lekcji milczałam, David też postanowił się nie odzywać.
POV Anne
Z przerażeniem spojrzałam na plan lekcji, ale pierwszą lekcją nie była matematyka, tylko biologia. Na szczęście nie spóźniłam się, ale znając Meg i jej powolny chód, nie zdążyła. Gdy zadzwonił dzwonek, wszyscy zaczęli przepychać się w stronę drzwi. Z ulgą stwierdziłam, że wśród uczniów nie ma tego palanta. Weszłam do klasy jako ostatnia i już miałam zamknąć drzwi kiedy staną w nich Justin. Odwróciłam się szybko, lecz gdy to zrobiłam,złapał mnie za biodra i poprowadził w stronę ostatnich ławek. Zaskoczona i wystraszona nie próbowałam go powstrzymać, oczami szukałam ratunku w uczniach, ale nikt nie chciał mi pomóc. Posadził mnie na końcu klasy i usiadł obok mnie.
-Co tam?-zapytał jak gdyby nigdy nic. Ogarnęło mnie coś w rodzaju strachu i równocześnie złości. W duchu przewróciłam oczami, ale na zewnątrz, wciąż przerażona zignorowałam to pytanie.- Nie odzywasz się do mnie? Myślałem, że ci się podobało.- powiedział ironicznie, nabrałam powietrza w płuca i powoli je wypuściłam. Osoba siedząca przed nami, obróciła się i rozpoznałam w niej dziewczynę z wczorajszego wieczoru. Jej policzki poczerwieniały ze złości. Wbiła we mnie lodowaty wzrok i nadal patrząc na mnie powiedziała do Justina:
-Znalazłeś sobie nową dziwkę? Już mnie nie chcesz?
-Tak, jesteś zazdrosna?- uśmiechną się kpiąco. Poczułam, że zbiera mi się na płacz.
-Nie!- powiedziała dość głośno, ale nie tak, by przerwać lekcje.
-Skoro nie, to na przerwie opowiem ci o naszej przygodzie.- powiedział.- Jest lepsza od ciebie.- uśmiechną się i wyglądał na rozmarzonego. Pogładził mnie po włosach. Nie wytrzymałam i wybiegłam z klasy. Udałam się do toalety. Osunęłam się po ścianie, przeszył mnie dreszcz spowodowany zimną podłogą. Nie kontrolowałam już swoich łez, które zaczęły spływać po moich policzkach. Usłyszałam otwierające się drzwi, spojrzałam na nie. Stał tam Justin, wyglądał na... smutnego? Nie, chyba nie, to pewnie przez mój rozmazany wzrok. Wstałam gwałtownie i wbiegłam do pierwszej toalety. Słyszałam jego kroki, zbliżał się do kabiny, w której byłam zamknięta. Zapukał.
-Ej, wiem że tam jesteś...wyjdziesz?-zapytał z westchnieniem.
-Co chcesz?-zapytałam cicho, przez łzy.
-Nic, po prostu myślę, że przesadziłem.
-Teraz przesadzasz.-powiedziałam głośniej.- Zostaw mnie w spokoju.
-Nie...-zaczął uderzać pięściami w drzwi.- wyjdź, bo je wywarze.- zaśmiałam się.
-Nie dasz rady.- powiedziałam z małym uśmiechem, czując się w miarę bezpiecznie.
POV Justin
Nie ma to jak kolejny dobry pomysł. Uśmiechnąłem się, podążając do kabiny obok. Wszedłem na toaletę i spojrzałem na nią z góry. Siedziała na podłodze opierając się o ścianę.
-Może i nie dam rady...- powiedziałem, na co ona szybko spojrzała w moją stronę. Widziałem po jej minie, że nie wyjdzie. Przeszedłem górą, przez ścianę kabin. Dziewczyna ze strachem na mnie spojrzała. Dlaczego ona się tak mnie boi? Może dlatego, że rzuciłeś ją o szafki, wtargnąłeś do jej domu i prawie zgwałciłeś?... A no i jeszcze poszedłeś za nią do szkolnej łazienki.- powiedział głos w mojej głowie. Anne szybko wstała z zimnych płytek i wyszła z kabiny. Po chwili zrobiłem to samo. Do łazienki weszła Scarlett.
-Sorry...- powiedziała speszona.-róbcie to co przed chwilą, ja już nie przeszkadzam.- na jej twarzy był bardzo widoczny rumieniec. Wyszła trzaskając drzwiami. Spojrzałem w stronę Anne, wydawała się być zamyślona. Pstryknąłem palcami przed jej twarzą. Wzdrygnęła się, po czym spojrzała na mnie.
-To co, między nami okej?- zapytałem z uśmiechem. Dziewczyna nie odwzajemniła mojego gestu. Podszedłem bliżej i chciałem zamknąć ją w swoim uścisku. Ona tylko odsunęła się, biorąc swoją torbę. Nie patrząc na mnie wyszła ze szkolnej łazienki. Pobiegłem za nią, ale jak na złość na korytarzach były tłumy. Przepychałem się między ludźmi. Dałem sobie spokój, poszedłem do mojej szafki. Wpisałem kod, rozglądając się. Zauważyłem ją, gdybym się odwrócił stałaby naprzeciwko mnie. Zamknąłem po cichy drzwiczki. Obszedłem dziewczynę łukiem, zaczynając iść jak gdyby nigdy nic w jej stronę. Jakbym wcześniej mnie tu nie było. Podchodząc do jej szafki, sprawdziłem czy nie ma rąk w środku. Nie miała. Zamknąłem z hukiem jej szafkę. Pisnęła przerażona, trzęsąc się. Po woli przekręcając głowę, jej wzrok skrzyżował się z moim. Jej śliczne brązowe oczy zaszkliły. Zadzwonił dzwonek, na co dziewczyna szybkim krokiem wyminęła mnie. Uśmiechnąłem się pod nosem, teraz matematyka, czyli znów mam lekcje z Anne.

wtorek, 30 grudnia 2014

Rozdział 8 cz.2 ''Genialne pomysły Justina ''

POV David
Zastanawiałem się co będę robił na imprezie u najlepszego kumpla Justina Biebera. Szczerze nie chciałem tam iść. Ale kiedy poszliśmy z Meg do parku, był tam Weyne. Podszedł do nas, a właściwie do niej, bo mnie traktował jak powietrze, zaprosił ją na imprezę. Zdziwiłem się z jakim entuzjazmem przyjęła jego propozycje. W końcu był najlepszym przyjacielem chłopaka, który pobił jej przyjaciółkę. Poczułem zazdrość, kiedy uśmiechnęła się do niego promiennie. Ale nie protestowałem. Miałem zamiar bawić się dobrze... jeśli to było możliwe. Było mi lepiej kiedy złapała mnie pod rękę w przedpokoju. Wyglądała cudownie.
-Idziemy?- popatrzyła na minie pytająco, bo staliśmy na schodach jakieś dwie minuty.- Wszystko okej?
-Tak!- zeszliśmy ze schodów i przeszliśmy przez podwórko. Raczej nie było daleko, dom Weyna znajdował się po prawej stronie domu Meggie, z tego co słyszałem jego rodzice wyjechali na weekend z okazji rocznicy. Zadzwoniłem do wielkich drzwi...
-Cześć Meg! I ty jakkolwiek się nazywasz...-moja przyjaciółka weszła do domu, najwyraźniej nie słysząc ostatnich słów Weyna, przez głośną muzykę. Był to typowy melanż bogatych dzieciaków z Londynu. Wszędzie roiło się od dziewczyn, które ich zdaniem były seksowne, duże sztuczne biusty i głębokie dekolty. Meg nie pasowała do tego towarzystwa ja zresztą też. Wszystkie „laski” były tak samo ubrane: obcisłe sukienki opinały się na ich ciałach i wyglądały jak by zaraz miały pęknąć, buty na zbyt wysokim obcasie, w których nie potrafiły chodzić, miały ten sam odcień czerwieni. Wszystkie machały drogimi torebkami od „Chanel” albo „Gucciego”. Miałem na sobie zwykłe trampki, rurki i koszulkę z lekko wyblakłym nadrukiem, poczułem się jak bałwan, Meg chodziarz miała markowe i dobrane ciuchy.
-To co?- powiedziała, próbując przekrzyknąć hałas.- Idziemy po piwo? -Kiwnąłem głową na zgodę.
POV Anne
Do mojego pokoju dochodziły już odgłosy imprezy. Z okna widać było kolorowe światła i ludzi kąpiących się w basenie w ubraniach. Okna domu były lekko zamglone od dymu papierosowego i różnych innych używek. Na dole wszędzie były zapalone światła, zauważyłam wiśniowe włosy Meg odróżniające się od blondów każdego odcieniu. Zmrużyłam oczy i spróbowałam powrócić do książki.
POV Justin
Imprezy u Weyna zawsze były udane... dziewczyny w obcisłych sukienkach biegały korytarzami skarżąc się na za małą ilość alkoholu. Ludzie z innych szkół, których nie znałem witali mnie i skandowali imię mojego kumpla. Wszędzie było mnóstwo dymu i puszek po piwie. Jakiś koleś biegał po salonie w samych slipkach z głową jelenia na twarzy. W ogrodzie było pełno uczniów pływających w basenie... Gdy zobaczyłem dziewczynę o wiśniowych włosach opadła mi szczęka. Weyne naprawdę ją zaprosił? Już chciałem podejść do przyjaciela i zapytać co ona tu robi, ale drogę zastąpiła mi Rebeca.
-Co robisz?- zapytała piskliwym głosem, łapiąc mnie za rękę.
-Nic...- odparłem próbując się jej wyrwać, jednak ściskała moja dłoń zbyt mocno.
-Idziemy na górę?- zapytała. Zawsze musiała się wpieprzyć, ta dziewczyna zaczynała mnie wkurzać. Jeszcze nigdy nie dałem jej wyraźnych znaków, że mi się podoba...ale kiwnąłem głową. Pociągnęła mnie za sobą do schodów, a potem na górę. Otworzyła drzwi do pokoju Codiego, młodszego brata Weyna. Zamknąłem je za sobą i odwróciłem się do niej, rzuciła mi oskarżycielskie spojrzenie i powiedziała:
-Na ostatniej imprezie obiecałeś, że zadzwonisz... a ty nawet nie odzywasz się do mnie w szkole, myślałam, że mówisz serio.
-Myślisz, że pamiętam co obiecałem ci na imprezie na której upiłem się do nieprzytomności?
-Justin, nie denerwuj mnie!- na ostatniej imprezie, obiecałem, że zadzwonię do jakichś piętnastu dziewczyn, ale tak naprawdę żadna mnie nie interesowała. Zamknąłem oczy by się uspokoić, kiedy je otworzyłem stała zbyt blisko.
-Proszę powiedz, że tym razem zadzwonisz.
-N...- chciałem powiedzieć „nie” ale w tym momencie coś przykuło moja uwagę. W domu obok paliło się światło,a na łóżku siedziała Anne, czytała książkę opierając swoją głowę o ścianę. Coś wpadło mi do głowy... bez zastanowienia pocałowałem Rebece, pisnęła lekko, ale zaraz odwzajemniła pocałunek. Chciała skierować mnie w stronę łóżka, złapałem ją za biodra i popchnąłem do okna. Całując ja po szyi patrzyłem na Anne, wreszcie podniosła wzrok, ale wciąż nie patrzyła w moim kierunku. Uderzyłem dłonią w okno. I właśnie o to chodziło, dziewczyna patrzyła prosto na mnie, a Rebeca całowała mnie po szyi. Korzystając z jej zdezorientowania i osłupienia, uśmiechnąłem się do niej i zacząłem rozpinać sukienkę drugiej dziewczyny, nie patrząc na nią. Moja partnerka zaczęła zdejmować mi koszulkę, poczułem coś w rodzaju zadowolenia.
POV Anne
Nie wiem co się ze mną działo, nie mogłam się ruszyć. Patrzył na mnie i uśmiechał się jakby nigdy nic. Dziewczyna, która przed nim stała, najwyraźniej nie wiedziała do czego wykorzystuje ją ten palant. Wstałam tak nagle, że aż mnie zamroczyło, przewróciłam się, z drugiego okna widać było jak wybucha śmiechem. Czułam jak płoną mi policzki, wstałam, tym razem powoli starając się na niego nie patrzeć. Podeszłam do okna chcąc zasunąć rolety, dziewczyna która obejmowała Justina odwróciła się, poczerwieniała, ale zdziwienie i zawstydzenie zniknęło z jej twarzy, a na ich miejscu pojawiła się wściekłość. Odwróciła się do chłopaka, jednym ruchem zapięła sukienkę, i dała mu liścia, ale on nawet na nią nie spojrzał. Wybiegła z pokoju, a ja oczami wyobraźni zobaczyłam jej łzy pływające po policzkach. Ukuło mnie poczucie winy, nie wiedziałam czemu, w końcu ja jej nic nie zrobiłam. Ostatni raz spojrzałam na okno, Justin wciąż w nim stał i patrzył na mnie uśmiechając się. Zaciągnęłam roletę i starając się o tym nie myśleć, wróciłam do łóżka.
POV Meggie
Czułam na swoich biodrach ręce Davida, przytulił mnie do siebie, zamknęłam oczy i wytliłam się w jego ramię. Pachniał świeżym powietrzem, spojrzałam na niego, a on na mnie.
-Idziemy?- zapytał. Była już 02.30, ale impreza trwała w najlepsze. Nie bawiłam się najlepiej, wszędzie były tłumy ludzi, wszyscy tańczyli nie przejmując się tym, że właśnie przyłożyli komuś niechcący w nos z łokcia albo nadepnęli mu na stopę... miałam dość, ale w tej chwili czułam się cudownie. David obejmował mnie mocno ramieniem. Wypiłam tylko jedno piwo, nie miałam, ochoty pić więcej. Pokiwałam głową i złapałam go za rękę, wyszłam z domu. Od razu poczułam różnicę, ciężkie powietrze które rozchodziło się po całym mieszkaniu zmieniło się na rześkie, co przyniosło mi ulgę... byliśmy już przy furtce, otworzył ją i przepuścił mnie.
Weszłam do swojego ogrodu, zamkną bramkę, która sięgała mi do klatki piersiowej. Zostając po drugiej stronie, odwróciłam i podeszłam trochę bliżej. Wstrzymał oddech, zbliżyłam stoją twarz do jego i powstrzymałam się od pocałowania go, zamiast tego dałam mu buziaka w policzek.
-To do zobaczenia, jutro.- powiedział.
-Tak, pierwszą lekcje mamy razem?
-Uhym...- drzwi w domu w którym nadal trwała impreza, otworzyły się nagle, wyszły z niego dwie osoby. Zmierzali w naszym kierunku, ale mnie to nie obchodziło. Nadal patrzyłam w oczy Davida. Zaczęłam się przybliżać, już miałam go pocałować, gdy usłyszałam za sobą gwizdanie. Gwałtownie odwróciłam się w stronę, z której dochodził hałas.
-No, nieźle frajer znalazł sobie farbowaną sukę!- wykrzyknął Justin, był wyraźnie pijany. Podtrzymywał go Jackob, który uśmiechał się szyderczo, on też nie był trzeźwy.
-Jak tam… Amy? Angie? Amber? Amanda?-zaczął wymieniać.-… ANNE! Tak to była Anne!- wykrzyknął. Przewróciłam oczami, zbulwersowana. Postanowiłam ich ignorować, co było trudne. Zauważyłam wściekłość wymalowaną na twarzy Davida. Zaczął biec w stronę pijanych nastolatków, pobiegłam za nim. Szybko otworzyłam bramkę i złapałam go za ramię.
-Pedałek wyrywa się do walki, no chodź!- zaczął się drzeć Justin.
-Nie rób tego... - wyszeptałam w jego ucho.- nie są tego warci.- powiedziałam głośniej, tak by mnie usłyszeli. Złapałam przyjaciela za rękę i poprowadziłam w stronę parku.
POV Justin
-No, nieźle frajer znalazł sobie farbowaną sukę!- wykrzyknąłem, nie do końca wiedząc co mówię, czy robię. Wszystko lekko drgało, na szczęście podtrzymywał mnie Jackob. Przypomniałem sobie kruchą dziewczynę, którą rzuciłem o szafki szkolne.
-Jak tam... Amy? Angie? Amber? Amanda?- nie... to nie tak... MAM!- ...ANNE! Tak to była Anne!- wykrzyknąłem dumny z siebie. Po wykrzyknięciu tych słów zaczął do mnie biec ten idiota, którego imienia nie znałem. Powstrzymała go Mary? Tak chyba, tak.
-Pedałek wyrywa się do walki, no chodź!- zacząłem go podpuszczać. Zaśmiałem się bez powodu. Różowo-włosa, mówiła coś na ucho swojemu koledze. By po chwili spojrzeć na nas, z pogardą i wypowiedzieć słyszalnie:
-Nie są tego warci.- ale czego? Zdezorientowany patrzyłem na oddalających się w stronę parku. Do głowy wpadł mi kolejny genialny pomysł... moim zdaniem genialny. Wyrwałem się Jackobowi.
-Stary, mam jeszcze coś do załatwienia. Jedź do domu.- powiedziałem. Chwiejnym krokiem szedłem do willi Mary i Anne. Potykając się, zbliżałem się tam. Miałem lekkie kłopoty z wejściem po schodach, chciałem zadzwonić do drzwi, ale się powstrzymałem. Złapałem za klamkę, lekko pociągnąłem do siebie a drzwi odstąpiły...co było dziwne, myślałem, że będą zamknięte. Pewnie dziewczyna zapomniała o tym. W domu panowała cisza i ciemność, z kieszeni wyciągnąłem telefon i zapaliłem go by oświetlić popieszczenie w, którym się znajdowałem, no cóż dużo to nie dało. Po omacku, wspiąłem się po schodach, co nie było łatwe...mianowicie wywróciłem się. Po kolei otwierałem każde drzwi, pierwsze były zamknięte na klucz, w drugim pomieszczeniu nikogo nie było, gdy podszedłem do trzecich drzwi zawahałem się, ale je otworzyłem. Pokój był duży, oświetliłem go sobie telefonem, parapet był ogromny leżało na nim mnóstwo poduszek, różnej wielkości. Na przeciwko dużego łóżka stało biurko, nad którym wisiała półka wypełniona książkami. Przeniosłem wzrok z powrotem na największy mebel w pokoju, chwiejnym krokiem podszedłem do niego, w pościel zawinięta była Anne, to musiała byś ona. Jej włosy rozrzucone były po poduszce, jedna ręka zwisała bezwładnie z łóżka, drugą trzymała pod policzkiem. Zdjąłem buty i kleknąłem przy niej, oddychała powoli i spokojnie, włożyłem dłonie pod jej kolana i kark, przesunąłem ją delikatnie w stronę ściany. Kładąc się obok niej wywróciłem lampkę, robiąc dużo hałasu, dziewczyna poruszyła się niespokojnie, spojrzałem na stolik nocny była równo 04:00. Patrzyłem jak śpi, zastanawiając jak zareaguje kiedy się obudzi. Lekko gładziłem jej policzek. Czemu to robię? Czy to miało jakikolwiek sens? Przysunąłem się bliżej, objąłem ją ramieniem, słyszałem bicie jej serca. Minęło dwadzieścia minut, a ja czułem, że odpływam.
**
Hejo, hej moi kochani :) W tym rozdziale była wzmianka o Cod'im Williamsie, czyli braciszku Weyna, a oto i Cody:

niedziela, 28 grudnia 2014

Rozdział 8 cz. 1 "Niezręczna sytuacja"

POV Anne
Leżałam w łóżku, przykryta ciepłą kołdrą. Gdy próbowałam podnieść głowę, przeszył mnie ból, który przypominał o wydarzeniach dzisiejszego dnia. No tak, pierwszy dzień w szkole okazał się totalną katastrofą … jak zawsze. Przypomniałam sobie lekcję matematyki, jak się okazuje jedyną, której nie opuściłam. Pamiętam jego rękę na kolanie, a później udzie. Dzwonek, który okazał się dla mnie zbawieniem. Przerażoną twarz Davida przyciśniętego przez Justina do szafek. Pamiętam moją furię, która doprowadziła mnie do tego stanu. Dlaczego to zrobiłam? Tego nie wiem i chyba w najbliższym czasie się tego nie dowiem. To co zrobiłam na pewno nie było mądre. Ale czy tego żałuję? Nie, przynajmniej Davidowi się nic nie stało. Kiedy obudziłam się u pielęgniarki, wyjaśniła mi co się stało. W sumie, to nie wiem jak się tam znalazłam. Chciała poinformować o tym rodziców, ale nie mogłam martwić taty. Poprosiłam ją, żeby tego nie robiła. Zgodziła się, ale nie chętnie. David odwiózł mnie do domu, bo Meg kończyła godzinę po nim. Moje myślenie, przerwało ciche pukanie do drzwi, które się otworzyły. Pojawiła się w nich głowa Davida.
-Chcesz coś do picia?Zamówiłem pizze, jakbyś była głodna, bo dobrym kucharzem nie jestem.- powiedział uśmiechając się do mnie.
-Zaraz zejdę na dół i sama zrobię sobie herbatę...- nie chciałam żeby mnie wyręczał, w końcu to tylko rozbita głowa.-ale dziękuje.
Zeszłam na dół a potem prosto do kuchni, na blacie kuchennym stało pudełko z pizzą. Po kuchni roznosił się zapach sera i pieczonych warzyw. Zrobiłam dwie herbaty i skierowałam się w stromę jadalni, gdzie czekał. Usiadłam naprzeciwko niego i upiłam łyk napoju, gorąca i słodka ciecz wypełniła moją buzię.
-Dzięki.-powiedział, po jego słowach zapadło niezręczne milczenie. Zastanawiałam się co mogę mu powiedzieć, nie chciałam wracać do bójki w szkole, nie było sensu o tym rozmawiać. Najzwyczajniej nie miałam co powiedzieć, ale chyba nie powinnam się obwiniać, w końcu nie rozmawiałam z żadnym chłopakiem od miesięcy, unikałam ich wzroku, jakiegokolwiek kontaktu.
POV Meggie
Ostatnia lekcja ciągnęła się w nieskończoność. Siedziałam na końcu sali i myślałam tylko o Anne, po ostatnich przejściach z jej byłym miała bardzo słabą psychikę. W przeciągu miesiąca próbowała zrobić sobie krzywdę cztery razy. Nasz ojciec najwyraźniej tego nie zauważył, ona potrzebuje stałego miejsca, domu w którym zapomni o przeszłości. Obwiniałam siebie o tę przeprowadzkę, mimo że jesteśmy tu niecały tydzień widziałam, że sobie nie radzi... kiedy zadzwonił dzwonek wyszłam z klasy jako pierwsza. Przypomniałam sobie o Davidzie, kiedy zapytał mnie czy chcę pomocy poczułam, że właśnie tego potrzebowałam... wsparcia.
Wsiadłam do samochodu i odpaliłam silnik. Czas szybko mi mijał, po drodze zatrzymałam się w spożywczym i zrobiłam zakupy. Zaparkowałam przed domem. Letnie słońce przedzierało się przez śnieżno białe chmury. Wszędzie było mnóstwo zieleni, trawa była trochę wysuszona, nie padało przez całe trzy dni, co było bardzo dziwne. Zapragnęłam zostać na dworze i cieszyć się piękną pogodą, która w Londynie była rzadkością. Zamiast tego weszłam po schodach i zadzwoniłam do drzwi. Otworzył mi David. David nadal był w naszym domu? Zdziwiona i trochę zaniepokojona uśmiechnęłam się do niego.
-Cześć!- jego twarz rozjaśnił uśmiech.
-Hej. Co z Anne?- zapytałam z niepokojem.
-Chyba okej, przed chwilą wypiła kubek herbaty i zjadła trochę pizzy. Teraz jest w sypialni, wydaje mi się, że śpi.
-To dobrze, martwiłam się o nią.- odetchnęłam z ulgą.
POV David
Po chwili wpatrywania się w jej oczy, przepuściłem ją w drzwiach. Weszła do domu i zdjęła buty.
-Ładną mamy pogodę.- czemu pytam o pogodę? Ta moja kreatywność...
-Tak, też to zauważyłam. Wyszła bym na spacer...- powiedziała i posłała mi promienny uśmiech. Czy teraz powinienem zaproponować wyjście?
-Mogę cie oprowadzić po okolicy.- uśmiechnąłem się niepewnie.
-Jasne! To dobry pomysł.-odparła, a ja poczułem ulgę.-Tylko coś przekąszę, bo ze stresu nie jadłam drugiego śniadania.- dopowiedziała.
-Okej, jest pizza, którą wcześniej jadła Ann.-powiedziałem i razem z nią poszliśmy do kuchni. Usiadła przy blacie i wzięła dwa kawałki. Po zjedzeniu,wstała i podeszła do mnie. Nie byłem do końca pewien co zamierza. Zrzuciła ręce na moją szyję i położyła głowę na moim ramieniu. Zaskoczony i jednocześnie zadowolony objąłem ja w pasie. Już wiedziałem, że to nie będzie tylko przyjaźń. Czułem szybkie bicie jej serca. Podniosła głowę i spojrzała w moje oczy. Uniosłem dłoń i dotknąłem jej twarzy, uśmiechnęła się, zanurzyła rękę w moich włosach.
POV Meggie
Zaczęłam przybliżać swoją twarz do jego twarzy. Właściwie, nie wiedziałam, czemu to robię. Zapragnęłam poznać go lepiej. Czy to było dziwne? Znamy się dopiero nie całe cztery dni, ale coś mnie do niego przyciągało. Nie ważne co... zazwyczaj umawiałam się z bad boyami, z osobami które nie miały za grosz rozsądku czy rozumu. On był inny, patrzył na mnie inaczej niż ci wszyscy palanci, czułam, że go potrzebuje. Jego ręce delikatnie obejmowały moją twarz, położyłam swoje dłonie na jego ramionach i stanęłam na palcach. Widziałam każdy centymetr jego twarzy, trochę piegów na nosie, piwne i niesamowite oczy. Byłam tak blisko niego, nasze wargi prawie się stykały, kiedy zamknęłam oczy by go pocałować, usłyszałam kroki na schodach. Anne. Moje serce zabiło szybciej, nie mogła zobaczyć mnie z nim w takiej sytuacji. Straciła by do niego zaufanie. Odsunęłam nie od niego tak gwałtownie, że uderzył głową w ścianę. Z trudem powstrzymałam śmiech, wyglądał jak szczeniak.
-Zrobiłem coś nie tak?- zapytał speszony.
-Nie!- krzyknęłam.- Później ci wyjaśnię...-dodałam widząc jego zdziwienie. Anne weszła do kuchni, uśmiechnęła się do mnie i przeszła obok nas. Wyjęła coś z lodówki i wyszła z kuchni bez słowa.
-Anne! Zaraz wychodzę, potrzebujesz czegoś?- Zapytałam z troską.
-Nie, baw się dobrze.-w jej głosie wyczułam rozbawienie. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Spojrzałam na chłopaka stojącego metr ode mnie, miał zdezorientowaną minę i zaróżowione policzki. Złapałam go za rękę i wyprowadziłam z domu.
POV Anne
Wchodząc na górę słyszałam jak się ubierają. Pomyślałam o Meggie, w końcu znalazła kogoś godnego siebie. David różnił się od jej byłych, w przeciwieństwie do nich był miły ,zabawny i uroczy. Mimo wydarzeń dzisiejszego dnia czułam szczęście. Usiadłam na dużym, miękkim łóżku wypełnionym poduszkami. Wzięłam książkę ze stolika nocnego i zatraciłam się w lekturze, która zwykle przynosiła mi ukojenie.
*30 min później*
Od książki odciągną mnie szczęk otwieranego zamka. Meggie? Tak wcześnie? Drzwi do mojej sypialni otworzyły się nagle. Stanęła w nich moja przyjaciółka, uśmiechnęła się zagadkowo. Posłałam jej pytające spojrzenie, na co podbiegła do mojego łózka i zaczęła po nim skakać. Śmiałam się z niej, ona też się śmiała.
-Anne...- przestała skakać i uśmiechnęła się pogodnie.- Czy chcesz pójść ze mną i Davidem na imprezę?- zapytała.
-Nie, raczej nie. Nie mam ochoty...- przez jej twarz przeszedł cień zaniepokojenia, ale znikną tak szybko jak się pojawił.
-W porządku. Możesz pomóc wybrać mi sukienkę?
-Jasne! Gdzie David?
-David...? a tak... jest w salonie.- twarz Meggie spłonęła rumieńcem. Wstała z łóżka i pociągnęła mnie za sobą do swojej sypialni.
-Kto organizuje tę imprezę?
-Weyne... To obok nas, ten dom widać z twojego okna.- usłyszałam jej głos dochodzący z garderoby. Zastanawiałam się czy dalej rozmawiać o imprezie, czy zapytać o Davida. Interesowało mnie co się wydarzyło na tym „spacerze”, ale to mógł być krepujący temat dla mojej przyjaciółki, zresztą nie chciałam się wtrącać.
-Myślisz, że tak będzie dobrze?- Zapytała wychodząc z szafy. Mała na sobie czarną sukienkę, bardzo obcisłą z głębokim dekoltem. Do tego złote dodatki; złoty łańcuszek bez żadnego wisiorka i bransoletkę. Czarne szpilki na platformie, dodawały jej dziesięć centymetrów wzrostu.
-Nie.- powiedziałam stanowczo.-Zbyt smutno i elegancko.- przewróciła oczami i weszła do garderoby.
-Weyne, to bardzo fajny chłopak...- powiedziała.- szkoda, że nie chcesz iść .- po jej słowach zapadła niezręczna cisza. Nie wiedziałam dlaczego...ale bardzo przeżyłam ostatnie rozstanie z chłopakiem. Powinnam się rozerwać i zapomnieć o wszystkim, ale nie miałam na to ochoty. Nie teraz, nie tak wcześnie i nie po tym co się dziś wydarzyło. Zmusiłam się do lekkiego uśmiechu i bez przekonania powiedziałam.
-Może następnym razem?... Po prostu nie dziś, okej?
-Tak, masz rację.-wyszła z garderoby.- I jak?- rozpromieniłam się, wyglądała pięknie, właśnie tak jak powinna wyglądać dziewczyna w jej wieku, bez zmartwień i kłopotów.
-Uczeszesz mnie?- Zapytała, po czy usiadła przed toaletką. W niemej odpowiedzi pokiwałam głową.
-Jak?- uśmiechnęłam się do niej w lustrze.
-Jak chcesz... normalnie...
Po dziesięciu minutach stania nad Meg i ciągłego poprawiania jej włosów, zdrętwiały mi ręce . Wreszcie mogłam podziwiać swoją pracę, wyglądała ślicznie. Jej włosy związane były w luźnego kłosa. Wyszłam z jej pokoju i zeszłam na dół, chciałam pogadać z Davidem... Wiedziała, że moja przyjaciółka, czasem, po alkoholu potrafi odlecieć i zachowywać się bardzo hymm... nieodpowiedzialnie? Ale co właściwie chciałam mu powiedzieć? Żeby na nią uważał i się zaopiekował? Weszłam do salonu, oglądał telewizje. Usiadłam obok i powiedziałam:
-Zaraz zejdzie.-odwrócił głowę w moja stronę i uśmiechną się.
-A ty nie idziesz?- zapytał zdziwiony.

-Nieee, nie mam ochoty...- w drzwiach stanęła Meg, chłopak siedzący obok mnie lekko otworzył buzię ale zaraz ją zamkną. Ta reakcja mnie nie zdziwiła, wyglądała młodziej niż zwykle, wiśniowe włosy odgarnięte do tyłu odsłaniały jej wydatne kości policzkowe, usta wydawały się pełniejsze, a skóra jaśniejsza. David wstał i podszedł do Magge uśmiechnęła się do niego nieśmiało. Pomachała do mnie ręką i wziewała go pod ramię. Razem wyglądali jeszcze lepiej, jego czarne włosy pasowały do jej różowych... byli prawie idealni, bo przecież nikt nie jest idealny. Prawda? Meg rzuciła mi ostanie spojrzenie, wyszeptała mi „ nie czekaj na mnie” i „pa” na pożegnanie, po czym zwrócili się do drzwi i wyszli. A ja znowu zostałam sama.

piątek, 26 grudnia 2014

Rozdział 7 "Wspomnienie"

Specjalny rozdział pisany z siostrą cioteczną :)
POV Anne
To „miłe” spotkanie, przerwało nam, grupka chłopaków, która wtargnęła do klasy. Pani Clara, znad moich aktów spojrzała na spóźnialskich. Jej oczy pociemniały.
-O … pan Bieber, co Cię sprowadza na moje zajęcia?- myślałam,że zacznie krzyczeć, a powiedziała to prawie, że szeptem. Wpatrywałam się zdziwiona w nauczycielkę matematyki. Chłopcy nie odpowiedzieli na jej pytanie, tylko chcieli się skierować na swoje miejsca... właśnie CHCIELI, na początku nie wiedziałam o co chodzi.
-Zajęłaś im miejsca, nówko.- powiedziała dziewczyna, siedząca przede mną, swoim piskliwym głosem. Speszyłam się, już chciałam wstawać, gdy nie znany mi jeszcze chłopak o kręconych włosach pociągnął mnie znów na krzesło i usiadł za mną. Natomiast obok mnie siadł jeden z jego kolegów. Czułam się bardzo niezręcznie.
-Cześć, jestem Justin.- wymruczał do mojego ucha. Nie odpowiedziałam i przysunęłam się bliżej okna. By po chwil, skupić swój wzrok na zielonych, lekko poruszających się na wietrze drzewach.Lekcja, mijała nie docierało, ani jedno słowo nauczycielki. Moje myśli przeniosły się do tamtego strasznego dnia.
Byłam w pięknym ogrodzie mojej prawdziwej rodziny. Z tego co pamiętam, gdzie się nie spojrzało były rozmaite kwiaty. Siedziałam w cieniu najwyższego drzewa, skąd mogłam obserwować całe podwórko. Widziałam fontannę, w której kąpało się mnóstwo ptaków. Zaraz obok była czteroosobowa huśtawka, po której „wspinały” się zielone pnącza. Ubrana byłam w zwiewną, białą sukieneczkę, pasującą na pięcioletnią mnie. Przeglądałam rodzinny album ze zdjęciami. Gdy podniosłam główkę, napotkałam piwne oczy mojego brata bliźniaka. Nie pamiętam jego głosu, lecz jego wyjątkowy śmiech. Wtedy właśnie śmiał się ze mnie, nie pamiętam z jakiego powodu, ale wiem, że się zdenerwowałam. Naszą kłótnie przerwał huk. Wstałam na równe nogi, łapiąc brata za rękę. Do ogrodu wbiegł nasz ojciec. Jego twarz lśniła od łez. Rozglądał się nerwowo po ogrodzie, spojrzał w naszym kierunku i zaczął do nas biec. Ukląkł przede mną, objął mnie ramieniem.
-Ona odeszła. Anne mama odeszła.- szepnął drżącym głosem.
-A gdzie poszła?- spytałam niewinnie. Wtulił się we mnie jeszcze mocniej, na szyi poczułam jego łzy. Tata wyciągnął rękę w stronę mojego brata, chcąc go przytulić, ale on puścił moją dłoń. Pobiegł w stronę krzewów malin, które oboje uwielbialiśmy jeść. Tata załkał jeszcze głośniej.
-Jest w lepszym miejscu.- odpowiedział na wcześniej zadane przeze mnie pytanie.
-Czemu nie jesteśmy tam razem z nią?- zapytałam płaczliwym głosem. Nie zdążył mi odpowiedzieć, gdyż drzwi za jego plecami otworzyły się z impetem. Wbiegło przez nie czterech mężczyzn, w takich samych mundurach. Każdy trzymał w ręku broń. Krzyczeli coś, lecz nie mogłam do końca ich zrozumieć. Tata wziął mnie na ręce, ale próbowali mnie od niego „oderwać”. Dwóch mężczyzn zaczęło odciągać mnie od ojca. Zaczęłam wrzeszczeć i płakać. Nie wiedziałam mojego brata. Jeden z mężczyzn coś do mnie mówił, lecz nie zwracałam na niego uwagi. Chciałam do taty, mamy i brata...
Nagle zdałam sobie sprawę, że siedzę na lekcji matematyki, w nowej szkole. Coś wyrwało mnie z zamyślenia... poczułam na swoim kolanie dotyk, dotyk ręki chłopaka siedzącego obok mnie. Zesztywniałam, spojrzałam w prawo, prosto na niego. Siedział na miejscu i przyglądał się w zamyśleniu tablicy, jakby nigdy nic. Jakby wcale nie dotykał mojego uda. Odwrócił głowę w moją stronę i się uśmiechną, przeszły mnie dreszcze. Chciałam krzyczeń, żeby przestał, ale nie mogłam nawet się poruszyć...
Zadzwonił dzwonek. Bez namysłu zerwałam się z miejsca i pobiegłam w stronę drzwi. Korytarze powoli się zapełniały, przepychałam się przez uczniów, próbując dostać się do sali, w której odbywała się następna lekcja Meggie. Gdy dobiegłam, nie było jej tam, zawróciłam do szafki. Zauważyłam tam Justina z jego dwoma kumplami. Brązowooki chłopak trzymał Davida za kołnierz. Chłopak nie dotykał nogami do ziemi. Poczułam ukucie bólu, gdy zobaczyłam przerażenie mojego kolegi. Przez moje ciało przeszła fala złości. Nie znałam Davida długo, ale już teraz byłam pewna, że mogę się z nim zaprzyjaźnić. Nie odstraszał mnie jak większość chłopców. Czułam, że mogę mu zaufać. Nie zastanawiając się dłużej, szybkim krokiem poszłam w ich stronę. Nie zdążyłam zadać mu nawet jednego ciosu, ponieważ jeden z jego kolegów złapał mnie w szczelnym uścisku, odciągając od Justina. Poczułam ciepły oddech na karku.
-To dla twojego dobra.- szepnął. O nie! Nie poddam się, puki mam odwagę, postaram się z całych sił pomóc Davidowi. Na chwilę stanęłam nieruchomo,po chwili obróciłam się w jego stronę i spojrzałam mu w oczy. Poluzował uścisk, korzystając z jego nieuwagi z pięści uderzyłam go w brzuch. Jego uśmiech zmienił się w grymas. Pędem rzuciłam się w stronę Justina. Próbowałam odciągnąć go od Davida. Parę razy odtrącił mnie, po pewnym czasie przestało mu się to podobać. Puścił Davida i ruszył na mnie. W tym momencie cała moja odwaga „wyparowała”. Zaczęłam się trząść, a wokół nas zbierała się pokaźna „publiczność”. Zaczęłam się cofać, na co on zaczął się przybliżać. Poczułam jego silne dłonie na moich biodrach. Poszedł ze mną do szafek i „przygwoździł” mnie do nich z furią. Poczułam ciepłą ciecz spływającą mi po karku. Zaczęłam mieć mroczki przed oczami, nie czułam już rąk Justina. Zsunęłam się po szafkach, a może to była ściana? Nie wiem, nie jestem pewna. Ostatkiem sił uśmiechnęłam się, myśląc, że to koniec. Zamknęłam oczy, widziałam tylko ciemność. Czułam spokój.
POV Justin
Rozejrzałem się, zobaczyłem więcej gapiów, niż przy normalnej bójce. Popatrzyłem na poszkodowaną, na jej swetrze widać było krew. Przypomina mi kogoś, kogo znam od dawna. Rozpoznałem w niej dziewczynę z pierwszej lekcji. Po chwili podbiegły do niej dwie osoby. Dziewczyna o wiśniowych włosach i ten frajer, patrzyli na mnie ze złością. Odwróciłem się i zauważyłem Weyna.
-Stary, przesadziłeś … i to bardzo.- powiedział, najwyraźniej nie spodobał mu się mój wyczyn. Westchnąłem i odwróciłem się patrząc na dziewczynę. Zauważyłem, że laluś podnosi ją, włożył jej jedną rękę pod kark, a drugą pod kolana. Nie wyglądała na martwą, więc nie przejąłem się tym za bardzo. Usłyszałem dzwonek, postanowiłem się urwać z lekcji. Zszedłem na dół do szatni, chcąc zabrać swoje rzeczy. Drogę zagrodziła mi wiśniowa piękność. Uśmiechnąłem się do niej seksownie.
POV Meggie
Kiedy zobaczyłam jego parszywą gębę i obrzydliwy uśmiech. Poczułam mdłości i zapragnęłam mu przyłożyć. Tak też zrobiłam.

-Za co?!- krzyknął. O … ja pierdole, o jest głupi czy głupszy? Ku mojej radości z jego twarzy zniknął uśmieszek.
-Za Anne!- odkrzyknęłam.-Co ty sobie wyobrażasz? Kim jesteś, żeby się znęcać nad słabszymi?!- dodałam.
-Kto to Anne?- zapytał z niewinną miną. Ja mu zaraz chyba drugi raz przyłożę.-Jeśli chodzi o tamtą dziewczynę, to sobie na to zasłużyła.- dopowiedział jak gdyby nigdy nic.
-Zasłużyła?! Tym, że chciała obronić mojego przyjaciela przed tobą, a sama oberwała.?!
-Tego frajera?- spytał z kpiną.
-Nie jesteś wart nawet takiego „frajera”.- wysyczałam. Spojrzał na mnie ze zdziwieniem, przewrócił oczami i po prostu wyszedł ze szkoły.
POV David
Niosąc Anne do szkolnej pielęgniarki, czułem na sobie wzrok wszystkich. Nikt nie chciał mi pomóc. Nigdy nie widziałem w tej szkole, żeby ktoś postawił się Justinowi, nawet nauczyciele. Jak na swój wiek dziewczyna była bardzo lekka i drobna. Była niska, sięgała mi do ramienia. Mimo tej drobności uratowała mnie, przykro mi, że to się stało. Wolałbym już sam oberwać. Stałem przed drzwiami pielęgniarki, próbując je otworzyć lewą ręką, co kompletnie mi nie wychodziło. Rozejrzałem się nerwowo po korytarzu. Widząc obojętność ludzi zamknąłem oczy. Kiedy je otworzyłem drzwi były otwarte. Zdezorientowany patrzyłem na złą Meggie.
-Co się gapisz? Właź.- powiedziała. Posłusznie skierowałem się do środka. Położyłem Anne na kozetce, pielęgniarka bez słowa podeszła do niej.
-Co jej się stało?
-Dzieło Biebera.- westchnąłem.
-Mogłam się tego spodziewać. Dobrze, idźcie na lekcje.- odpowiedziała. Widziałem rosnące zdenerwowanie na twarzy Meg.
-Ja mam tak po prostu wyjść?! Gdy moja przyjaciółka mnie potrzebuje?!- wybuchła.
-Tak.- odpowiedziała szkolna doktorka.- To tylko rozcięcie, nie ma się czym przejmować.- powiedziała spokojnie. Moja przyjaciółka już chciała otworzyć usta, by zaprotestować. Nim to się stało, złapałem ją za dłoń i siłą wyciągnąłem z gabinetu.
-Co ty robisz?- zapytała mnie z wyrzutem. Po korytarzu rozniosło się echo.-Anne sama nie da rady, … nie zrozumiesz.- zaczęła z wyrzutem, kończąc zdanie szeptem.
-Widzę, że ty też nie dajesz sobie rady.- powiedziałem cicho.- Mogę Ci jakoś pomóc... -wbiłem wzrok w podłogę. myśląc, że tego nie słyszała, odwróciłem się i skierowałem się do sali 58.

-Dobrze.- złapała mnie za rękę.-Myślę, że przyda nam się twoja pomoc.- dopowiedziała z lekkim uśmiechem.
***

Oto siódmy rozdział, jak dla mnie wyjątkowy. Nie dlatego, że jest w nim dużo akcji i perspektyw, to dlatego, że pisałam go z siostrą cioteczną, którą pozdrawiam. :)