sobota, 26 września 2015

Rozdział 17 "Pamięć potrafi zawieść"

POV Anne
Obudziłam się i od razu spróbowałam się podnieść. Niestety spałam na podłodze... pod łóżkiem, przez co walnęłam głową w spód mebla. Jęknęłam i wyczołgałam się. Wstałam i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Był to pokój jakiegoś chłopaka. Był w kolorach: biały i czarny. Na ścianach były zawieszone trzy deskorolki. Dopiero teraz zobaczyłam, że ktoś leży na łóżku. Podeszłam bliżej, był to Justin. Zakryłam ręką usta, by powstrzymać śmiech. Spał z ręką zwisającą po lewej stronie i nogą po prawej. Miał lekko rozchylone wargi, dzięki czemu mogłam zobaczyć jak miarowo oddychał. Do tego wszystkiego dochodziła poduszka znajdująca się przy jego nogach i nieład na głowie. Nie mogłam się powstrzymać i cicho zachichotałam. Spojrzałam na okno, zobaczyłam tam Jackoba, który spał na parapecie. Był zwinięty w kulkę i wyglądał tak dziecinnie. Zauważyłam drzwi, zapewne prowadziły do łazienki. Otworzyłam je i od razu wywróciłam się. Powoli podniosłam się na łokciach i zdezorientowana spojrzałam za siebie. Pod drzwiami spał Weyne. No to nieźle zabalowaliśmy. Stanęłam na nogi i podeszłam do umywalki. Przemyłam twarz i spróbowałam zmyć makijaż, który pod czas imprezy trochę mi się zepsuł. Gdy skończyłam wyszłam z łazienki, przeszłam przez pokój wczorajszego gospodarza. Chciałam wyjść z sypialni, ale drzwi były zamknięte. Po prostu super!- skomentowałam w głowie. Wyszłam na balkon, przypomniało mi się jak Justin skoczył z mojego balkonu. Tu była podobna wysokość, jednak ja nim nie jestem i nie skoczę za nic. Zimne powietrze pobudziło moje myślenie. Do głowy naleciało jedno ważne pytanie. Jak ja się znalazłam w tym pokoju? I dlaczego z nimi? No dobra to są dwa pytania, ale to nie ma różnicy. Potarłam ramiona, na dworze było naprawdę chłodno i mimo, że miałam na sobie sweterek, to nadal było mi zimno. Wróciłam do środka domu i zamknęłam za sobą drzwi balkonowe. Podeszłam do drzwi wyjściowych, które aktualnie były zamknięte. Odwróciłam się do nich plecami i zsunęłam się na podłogę. Westchnęłam ciężko i przeczesałam włosy ręką. Jeszcze raz rozejrzałam się po pokoju. Zauważyłam nad biurkiem naścienny czarny zegarek. Była 10:42, zaraz... przecież dzisiaj poniedziałek! Natychmiastowo się podniosłam i nie wiedziałam co zrobić. Postanowiłam zbudzić któregoś z chłopaków. Podeszłam do Jack'a i po chwili szturchnęłam go. Zielonooki jedynie mruknął coś pod nosem i prawie spadając z parapetu, przekręcił się na drugi bok. Rozczarowana skierowałam się w stronę łazienki i tym razem szturchnęłam Weyn'a. Niestety on nawet nie drgnął, kucnęłam przy nim i zaczęłam nim potrząsać. Chłopak jedynie wyjęczał: "Mamo daj mi się wyspać". No po prostu super. Przewróciłam oczami i podeszłam do łóżka. Ostatnia deska ratunku. Pochyliłam się nad nim.
-Justin.- szepnęłam nad jego uchem. Wydawało się, że blondyn nic nie zrobi. Odsunęłam się i już miałam wrócić pod drzwi. Gdy chłopak złapał mnie za nadgarstek, szybko przyciągnął mnie do siebie tak, że po sekundzie byłam w jego ramionach. Nie wiedziałam, czy zrobił to specjalnie, czy przez sen. Zarumieniłam się i odchrząknęłam cicho. Byłam do niego tyłem, więc nie wiedziałam, czy ma otwarte oczy. Przełknęłam ciężko ślinę i spróbowałam się wyswobodzić z uścisku.
-Już uciekasz?- jego gorący oddech na mojej szyi sprawił, że zadrżałam.
-Chciałabym, ale drzwi są zamknięte.- mruknęłam. Chłopak cicho westchnął, czułam, że schował twarz w moje włosy. Nie ukrywam, że było to przyjemne, ale nieco niekomfortowe. Usłyszałam jak ktoś podnosi się niezdarnie z podłogi. Skierowałam wzrok w stronę łazienki, Weyne przytrzymywał się futryny, widać było na pierwszy rzut oka, że miał niezłego kaca. Właśnie, czemu ja nie mam kaca? To dziwne, a najgorsze, że większości domówki nie pamiętam. Chłopak spojrzał w moją i Justina stronę. Mimo jego złego samopoczucia, cwanie się uśmiechnął. Moje policzki przybrały różowy kolor. Weyne miał już coś powiedzieć, gdy nagle usłyszeliśmy bardzo głośny huk. Justin natychmiast usiadł, a że nadal byłam przez niego przytulana, również byłam zmuszona siąść.
-Ałł.- zawył poszkodowany Jackob. Cicho zachichotałam, mogłam usłyszeć, że Weyne i Justin także się śmieją. Korzystając z okazji wyswobodziłam się z uścisku.
-Weyne, czy mógłbyś otworzyć drzwi?- spytałam niezręcznie, po czym spuściłam wzrok na bose stopy. Zaraz co?! Gdzie są moje buty?! Wzięłam w zęby dolną wargę. Rozejrzałam się po pomieszczeniu nadal nie podnosząc wzroku. Poczułam jak ktoś oplata mój brzuch i przyciąga do siebie. Dokładnie poznałam ten zapach. To był Justin, który po dłuższej chwili położył głowę na moim ramieniu. Wpatrywałam się w łóżko, a raczej w moje buty, które były pod nim. Słyszałam jak Weyne przeklina pod nosem. Zapewne nie mógł znaleźć klucza, westchnęłam zdezorientowana. Justin przyjemnie jeździł palcami po moim brzuchu, to było takie przyjemne. Nie wiem, czy on wie jaką przyjemność tym mi sprawia.
-Jak ci się podobała impreza?- spytał. Postanowiłam, że skłamię. Może czegoś się dowiem, gdy im powiem, że wszystko pamiętam. Musiałam tylko poczekać na odpowiedni moment.
-Bardzo.
-Cieszę się, a co najbardziej ci się podobało?- dalej wypytywał. Chwilę się zastanawiałam, po czym odpowiedziałam.
-W sumie to wszystko było fajne.- uśmiechnęłam się. Taa... wszystko co pamiętam, czyli pyszny, kolorowy drink. I koniec. Chłopak podniósł głowę.
-A pamiętasz co tu się działo?- spytał. I teraz przyszedł ten moment.
-Oczywiście.- uśmiechnęłam się, chciałam, żeby to wyglądało na to, że sobie wspominam chwile, których tak naprawdę nie pamiętam. Chłopak od razu zabrał ręce, zdezorientowana odwróciłam się w jego stronę. Był zawiedziony, odwrócił wzrok, by później znowu na mnie spojrzeć.

Zaczęłam ciężej oddychać, blondyn spojrzał na chłopaków. Zapomniałam, że oni są nadal w sypialni. Justin powrócił do mnie, nasze spojrzenia skrzyżowały się. Był zły.
-Jeżeli wydasz nas policji inaczej porozmawiamy.- warknął, zmarszczyłam brwi. Gdzie się podział ten słodki chłopak, który przed chwilą mnie czule przytulał?
-D-dlaczego miałabym to zrobić?- zająknęłam się, nie wiem co siedziało wczoraj. Po za tym bałam się tej wersji brązowookiego.
-Nie wiem, czy wiesz, ale to nie jest do końca legalne.- po plecach przebiegł mnie dreszcz. Zrezygnowana westchnęłam, po czym wzięłam dużo powietrza. Ten plan miał inaczej wyglądać. Mieli mi powiedzieć co się stało, a nie sprawić by w mojej głowie pojawiło się jeszcze więcej pytań. Justin podszedł do mnie tak, że między nami było niecałe dziesięć centymetrów. Przeszywał mnie swoim wzrokiem, nie powiem... chwilę to trwało. Zaśmiał się sarkastycznie, po czym znowu spoważniał. Byłam zdezorientowana i czułam się niepewnie. Nie miałam pojęcia o co może im chodzić... a może i jednak wiem. Z tego co zrozumiałam to chyba się domyślił, że kłamię. Nerwowo rozejrzałam się po pokoju, w celu poszukiwania innego wyjścia. Okno! Jak na moje „szczęście”, chłopaki kłócili się, bo rozmową raczej tego bym nie nazwała, przy oknie. Spojrzałam w stronę otwartych drzwi do łazienki. Coś małego przykuło moją uwagę. Zmrużyłam oczy, by wyostrzyć wzrok. To był srebrny klucz! To oczywiste, przecież Weyne spał w łazience! Ale ja jestem głupia.- skarciłam się w myślach. Spojrzałam na chłopaków, na szczęście nie zwracali na mnie uwagi. Starałam się jak najciszej podejść do klucza. Niestety podłoga w sypialni zaskrzypiała... i po co ja jadłam wczorajszy obiad?! Do łazienki brakowało mi zaledwie czterech kroków. Jackob zauważając to, zamknął mi drzwi przed nosem. A co jakby chciało mi się siku, to co?! Właśnie! To jest pomysł!
-A ty dokąd?- syknął Jack. Przełknęłam ślinę, by zaprzestać drżeniu mojego głosu.
-D-do łazienki.- uśmiechnęłam się jak najbardziej naturalnie potrafiłam. Chłopak speszył się i przepuścił do pomieszczenia z prysznicem. Weszłam, po czym zamknęłam się. Wzięłam klucz i rozejrzałam się po łazience. Wcześniej się jej nie przyglądałam, a teraz mam na to chwilkę. Podłoga była wyłożona kafelkami w kolorze kawy z mlekiem, trzy ściany były białe, a czwarta w kolorze płytek. Na wyróżniającej się ścianie wisiała umywalka, a pod nią było dużo szafek. Nad umywalką wisiało piękne duże lustro. W pomieszczeniu był również prysznic, w którym można było siąść, czy puścić muzykę. Też chcę taką kabinę.- uśmiechnęłam się. Prócz tego była jeszcze toaleta, do której podeszłam. Spuściłam wodę, by chłopaki myśleli, że na serio robiłam siku. Podeszłam do umywalki i umyłam ręce, po czym wróciłam do sypialni. Klucz schowałam do kieszeni bluzy. Justin podszedł do mnie, po moich plecach przeszły ciarki.
-Nie ładnie tak kłamać.- nachylił się nade mną. Mimo, że starałam nie patrzeć w jego tęczówki, jego karmel po prostu mnie pochłaniał.
-Nie wiem o co ci chodzi.- wydukałam. Chłopak zaśmiał się, a w jego oczach pojawiły się iskierki rozbawienia.
-Domyśliłem się, że nie wiesz, ale wiesz, że to daje mi przewagę? Mogę po prostu opowiedzieć ci jakąś historyjkę, a ty i tak nie będziesz wiedziała, czy żartuję, czy mówię najszczerszą prawdę.- powiedział. No i miał mnie...

**
Tak wiem... długo nie było rozdziału, przepraszam. Rodzice odcięli mnie od neta... no może nie do końca, ale dziennie mogę być godzinę na komputerze. Przepraszam też, że ten rozdział jest do dupy. Ale cóż raz się zdarza taki, raz inny. Od razu uprzedzam, że rozdział nawet może się pojawić za miesiąc. Za wszystko jeszcze raz przepraszam.

niedziela, 6 września 2015

Rozdział 16 "Niezła domówka"

POV Anne
Siedziałam w swojej garderobie szukając dla siebie stroju, w którym mogłabym pójść na domówkę, do Weyn'a. Wstałam niezdarnie i podeszłam do ubrań po prawej stronie, były schludnie powieszone na wieszakach. Wzięłam do rąk granatową koszulę z krótkim rękawkiem. Westchnęłam i odwiesiłam koszulę na miejsce, przecież nie pójdę na imprezę, jak na rozpoczęcie, czy zakończenie roku szkolnego. Szukałam dalej. Znalazłam śliczną, kremowo-czarną sukienkę... zaraz nie przypominam sobie, żebym taką posiadała. No tak... za pewne jest Meggie, tylko jak ona się znalazła w mojej garderobie? Nie ważne, wstałam i skierowałam się do pokoju Meg, zabierając ze sobą jej zgubę. Gdy weszłam do jej azylu, coś na mnie spadło, podniosłam to „coś” z głowy. To był zielony sweterek z pandą. Spojrzałam na środek pokoju i zastałam tam, zapewne pół ciuchów z jej garderoby. Ze zdziwieniem patrzyłam jak kolejne ubrania, dosłownie wylatują zza brązowych drzwi.
-Meggie?- zapytałam dziwnie, rzadko się zdarzało coś takiego.
-Hmm?- mruknęła nawet na mnie nie patrząc. Przewróciłam oczami.
-Co ty robisz?- usiadłam obok swojej przyjaciółki.
-Wiesz... szukam czegoś...- chodziła zdenerwowana po całym pomieszczeniu.
-Czego dokładniej?- zapytałam zaciekawiona, dziewczyna odwróciła się i spojrzała na kremowo-czarną sukienkę.
-Tej sukienki!- wydarła się, po czym podbiegła do mnie i mocno mnie przytuliła.-Gdzie ją znalazłaś? Tyle jej szukałam.
-To już moja słodka tajemnica.- zaśmiałam się, wiedziałam, że nie lubi tajemnic, a w szczególności, gdy je znam tylko ja. Lubie się z nią drażnić. Oddałam jej kieckę i poszłam do swojego pokoju. Już widzę, jak główkuje nad tym, gdzie była. Weszłam jeszcze raz do swojej garderoby i już wiedziałam co ubiorę. Z uśmiechem skierowałam się do łazienki, umyłam zęby i wzięłam kojącą kąpiel z udziałem malinowej piany. W samym ręczniku zaczęłam rozczesywać włosy, wysuszyłam, by później wyprostować i uczesać w najzwyklejszego koka. Nałożyłam na policzki trochę różu, pomalowałam rzęsy i maznęłam usta matową, wiśniową szminką. Byłam zadowolona z mojego lekkiego makijażu. Wytarłam się do końca i ubrałam we wcześniej wybrany komplet.

POV Meggie
Nawet teraz, robiąc sobie kreski eyelinerem, główkowałam na temat mojej sukienki.

Ubrana i umalowana spojrzałam na zegarek naścienny w brązowej obramówce, w moim pokoju. Była już 19:47, a może dopiero? Słyszałam głośnią muzykę z domu obok. Zeszłam na dół i dobrze, że tam byłam, bo pewnie nie usłyszałabym pukania do wejściowych drzwi. Podeszłam do nich i je otworzyłam. Z uśmiechem wpuściłam Davida do środka. Przypomniałam sobie nasze ostatnie spotkanie w przedpokoju, oczywiście jak to ja, zarumieniłam się. Chwilę staliśmy ukradkiem na siebie zerkając, odchrząknęłam i przywitałam się.
-Hej.
-Cześć.- odpowiedział lekko się uśmiechając.-Ślicznie wyglądasz.- dodał, a ja cicho powiedziałam „dzięki”. Na całe szczęście przybiegła do nas Anne, wyglądała naprawdę ładnie.
-No hej.- powiedziała szeroko się uśmiechając i oto mi chodziło. Bardzo chciałam, żeby była szczęśliwa.
-To co, idziemy? Nic się nie stanie, jak przyjdziemy wcześniej.- zaproponował David, a my tylko przytaknęłyśmy. Przeszliśmy przez nasze podwórko na chodnik, z chodnika na parcele Weyn'a. Otworzyłam bramkę, za mną wszedł David, a za nim niepewnie Anne. Wzięłam ją pod ramię i posłałam pocieszający uśmiech. To jej pierwsza impreza, coś czuję, że będzie ciężko, ale damy sobie radę. Zawsze dajemy. Zapukaliśmy do drzwi, co było głupie, ponieważ było tak głośno, że sama nie słyszałam swoich myśli. Gdy miałam otworzyć, jakaś dziewczyna mnie uprzedziła otwierając z drugiej strony. Zielonooka blondynka o skąpym stroju wyminęła nas i poszła na przód domu, gdzie było równie dużo ludzi co w środku. Dziewczynie słabo to szło, gdyż była nieźle wstawiona. Wywróciłam oczami i ciągnąc za sobą Ann, weszłam do przedpokoju. Musiałam się sporo po przepychać, by dostać się do salonu. Kątem oka zauważyłam jak moja przyjaciółka krzywi się i zatyka nos. Nie dziwię jej się, nie dość, że jest tu dużo spoconych nastolatków, to jeszcze smród papierosów i innych używek. No cóż, musi się przyzwyczaić. Mój wzrok napotkał chłopaków, którzy właśnie zwalniali kanapę. Od razu ruszyłam w tamtą stronę. Wygodnie usiadłam na meblu, po mnie zrobiła to również Anne.
-Co powiecie na drinka?- zaproponował David, oczywiście krzyczał, bo gdyby mówił normalnym tonem na pewno nie usłyszałby samego siebie.
-Chętnie.- odpowiedziałam za mnie i Ann, widziałam, że piwnooka zamierza odmówić, ale nie zdążyła, gdyż David był już przy mini domowym barku. Po kilku sekundach chłopak przyszedł niosąc trzy niebieskie drinki.
-Dla pięknych dam, Blue Hawaiian Colada.- mówiąc to podał nam po jednym, a sam zaczął sączyć swojego przez słonkę. Ten drink był tak cholernie dobry, że to prawie nie możliwe. W moim żołądku poczułam przyjemne ciepło od razu zrobiłam się odważniejsza. Poczekałam aż piwnooki dokończy koktajl alkoholowy, po czym natychmiastowo wstałam i porwałam go na parkiet. Tańczyliśmy do klubowej muzyki zatracając się w niej, do tego dochodziły przerwy na kolejne i kolejne kolorowe trunki.
POV Anne
Po prostu zarąbiście zostałam sama siorbiąc końcówkę swojego drinka. Był naprawdę dobry, postanowiłam wstać i poprosić o jeszcze jednego. Plan wcieliłam w życie i zamówiłam kolejny raz niebieskie wysokoprocentowe picie. Po trzecim drinku poszłam poszukać kogoś ciekawego. Oczywiście nie za bardzo mi się to udawało, miałam rozmazany wzrok, do tego dym, który się unosił w zapewne całym domu, nie pomagał. Starałam się utrzymać w pionie, niestety moja równowaga mnie zawiodła i przewróciłam się na kogoś, mogłam wyczuć, że to był chłopak. Na szczęście miał refleks i nie wylądowaliśmy na twardych panelach. Spojrzałam na niego i już poznałam Jackob'a, po jego słynnych loczkach. Rzuciłam się na niego zamykając w uścisku. Wyczułam ostry, drażniący nos zapach papierosów i czegoś czego dawno nie czułam. Odsunęłam się i spojrzałam mu w oczy, po czym pociągnęłam na górę. Niestety ktoś nam to uniemożliwił, był to jak mi się zdaje Weyne z Justin'em. Z mojej twarzy nie schodził uśmiech. Chłopaki dziwnie na mnie patrzyli, nie tylko Weyne i Justin, ale i Jackob. Zaczęłam coraz mocnej ciągnąć Jack'a na górę. W trójkę zmierzyli się wzrokiem i weszliśmy wszyscy na górę. Ucieszona weszłam do pierwszego pokoju, niestety był zajęty przez parę, chyba nie muszę wam mówić, co tam się działo. Natychmiastowo wybuchłam niepohamowanym śmiechem, można to było usłyszeć, gdyż na piętrze było ciszej, może nie mocno, ale jednak. Loczek, bo tak postanowiłam nazwać mojego przyjaciela, wyciągnął mnie siłą z zajętego pokoju. Przeszliśmy jeszcze trochę korytarza, gdy w końcu doszliśmy do jego końca, gdzie były czarne drzwi. Weyne otworzył drzwi kluczem, po czym zostałam wprowadzona do tego pokoju, na końcu organizator imprezy zamknął za nami drzwi. Nie mogłam się doczekać, więc skierowałam się na łóżko i po prostu się na nie walnęłam. Oni tylko o czymś gadali.
POV Justin
Zszedłem z góry na dół do salonu, prowadząc rozmowę z gospodarzem. Spostrzegłem Jack'a z jakąś dziewczyną, gdy podeszliśmy bliżej nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Jackob był z Anne! A do tego jak ona cholernie, seksownie wygląda. Co on jej zrobił? Albo raczej co ja brałem, że mam aż takie halucynacje? Spojrzałem dziwnie na dziewczynę, która prubowała zaciągnąć mojego przyjaciela na piętro. Kiwnąłem chłopakom głową na znak, że idziemy pogadać na górę. Skierowaliśmy się do sypialni Weyn'a, którą zawsze miał zamkniętą pod czas domówek. Dziewczyna nie wiedząc co zrobić położyła się na łóżko. Postanowiłem zostawić ją na razie w spokoju, jest nieźle wstawiona.
-Stary, co ty jej zrobiłeś?- spytał jako pierwszy Weyne.
-Ja nic. Ona na mnie wpadła, gdy już taka była.- tłumaczył się.
-Co my teraz z nią zrobimy?- spytałem zerkając na dziewczynę, która próbowała liczyć swoje palce u rąk. Była tak skupiona, że zachciało mi się śmiać, ale to powstrzymałem i tylko pozwoliłem na mały uśmiech. Podszedłem do Anne i już chciałem coś powiedzieć, gdy piwnooka wstała, ominęła mnie i poszła do Jackob'a. Super, woli go ode mnie... Zaraz co?!- potrząsnąłem głową i podszedłem do okna, które otworzyłem.
-Proszę daj mi tylko raz.- usłyszałem za sobą. Zdziwiony odwróciłem się i zobaczyłem klęczącą przed moim przyjacielem dziewczynę. Zaśmiałem się z jej pozycji.
-Nie rozumiem.- powiedział zdezorientowany Jack. W sumie nie dziwię się mu, sam nie wiem o co jej chodzi.
-Powiedz w prost, skarbie. - podszedłem i kucnąłem koło niej.
-No wiesz...- uśmiechnęła się.
-Nie wiem, dlatego pytam. - zaśmiałem się, po czym usiadłem przy niej. Chłopaki postąpili jak ja, dziewczyna po jakimś czasie też siadła.
-Chcę jednego małego, nikłego zaciągnięcia się marihuaną. - powiedziała szczerząc się. Natychmiast spojrzałem na przyjaciela, kurwa, jak mógł jej powiedzieć?! Po chwili wpatrywania się w niego, zauważyłem, że chłopak również nie wie jak brązowowłosa się dowiedziała, czym się zajmujemy.
-Skąd to wiesz? - spytałem zdziwiony.
-Wyczułam. - wzruszyła ramionami. - To co mogę, czy nie?
Zrobiła taką słodką minę, że trudno było jej odmówić. Wyciągnąłem zrobionego wcześniej jointa i odpaliłem zapalniczką. Zaciągnąłem się pierwszy, po czym przekazałem Anne. Zadziwiająco łatwo jej poszło, a nawet sprawiało jej to przyjemność. Podała dalej do Weyn'a, a on do Jack'a. Wypaliliśmy całego blanta, teraz zabawa była przednia w szczególności, że my byliśmy przyzwyczajeni w porównaniu do piwnookiej. Dziewczyna leżała na podłodze wpatrując się w sufit.
-Co tam Anne? - spytałem próbując być poważnym, ale jej wychodziło to lepiej.
-Cicho! Sean właśnie wyznaje miłość Eleonor.- powiedziała przykładając palec do ust. Nie wytrzymałem i po prostu zwijałem się ze śmiechu.
-Chłopaki, dlaczego mam pod łóżkiem białą ośmiornicę?- spytał Weyne wytrzeszczając oczy. Wstałem wycierając oczy z łez, oczywiście łzy były ze śmiechu. Spojrzałem na drzwi, po których spływała różnokolorowa farba. Na bank chce mieć takie coś w pokoju.
-Aaaaa! Chłopaki mam proste włosy! Dlaczego?!- Jack stał przed lustrem dotykając swoich węży.
-Ja bym lepiej uważał na węże. - zaśmiałem się.
-Nie znacie się. Przecież on ma na głowie białą ośmiornicę spod łóżka. - powiedział Weyne.
-Ale wy głupi, przecież on jest łysy.- stwierdziła dziewczyna odwracając wzrok od sufitu pokrytego świecącą, zieloną mazią.
**
Jak myślicie czy Justin wygra zakład w takim stanie? Ja już mam to zaplanowane, ale wy możecie główkować.

Ps. Zapraszam do zakładki "kontakt" :)

wtorek, 18 sierpnia 2015

Rozdział 15 "Ta dwuznaczność"

Miłego czytania kochani <3
POV Anne
Obudziłam się na kanapie w salonie. Najwyraźniej musiałam tu przysnąć pod czas oglądania filmów. Wstałam i przeciągnęłam się. Spanie na tym meblu nie jest zbytnio wygodne. Postanowiłam zrobić omlety na słodko. Gdy skończyłam smażyć, zaczęłam smarować ciasto dżemem truskawkowym. Weszłam na górę, już miałam pukać do drzwi, gdy one się otworzyły. A ja, razem z Meggie zderzyłyśmy się czołami. Oj, będzie śliwa.
-Meg zrobiłam śniadanie.- powiedziałam z grymasem, pocierając delikatnie miejsce zderzenia. Dziewczyna od razu pobiegła do kuchni. Zbiegłam po schodach i skierowałam się w stronę kuchni. Wzięłam dwa talerze i zaniosłam do jadalni, gdzie siedziała moja uśmiechnięta siostra. Podstawiłam jej talerz pod nos, Meg od razu zaczęła zajadać.
-To jakie masz plany na dzisiaj?- spytałam, kończąc posiłek.
-Słyszałam, że Weyne znowu robi imprezę...- odpowiedziała mi z pełną buzią. -Może poszła byś razem ze mną?- spytała trzepocząc rzęsami. Chwilkę nic nie mówiłam, wzrok skupiłam na swoich paznokciach.
-No nie wiem. Jutro jest szkoła.- westchnęłam.
-Nie daj się prosić, Ann.
-Okej, okej, zgoda.- wiśniowo-włosa pisnęła. -O której zaczyna się ta domówka?
-Około 20.
Wstałam od stołu, sprzątnęłam brudne naczynie do zmywarki. Po chwili Meg zrobiła to, co ja przed chwilą.
-A co będziemy robić przez resztę dnia?
-Myślę, że skoro lepiej się czujesz. To możemy poopalać się i popływać w basenie.- powiedziała rozradowana. Wiedziałam, że nie pozwoli mi siedzieć w domu, gdy na dworze jest w miarę słonecznie. Weszłam do swojego pokoju, z którego przeszłam do garderoby. Wybrałam sobie limonkowy strój kąpielowy, na to założyłam zwykłą, białą bluzkę i dżinsowe, krótkie spodenki. Skierowałam się do pokoju przyjaciółki, wiedziałam, że będzie miała dylemat do wybrania stroju kąpielowego. Prawie zawsze tak jest.
-O, Anne. Jak dobrze, że przyszłaś, pomożesz mi?- spytała, ja tylko pokiwałam twierdząco głową. W lewej ręce miała granatowe bikini ze złotymi zdobieniami, a w prawej białe bikini z czarnymi kokardkami.
-Zdecydowanie biały.- powiedziałam z przekonaniem. Nie czekając na nią wróciłam jeszcze do swojego pokoju po olejek do opalania i ręcznik. Wyszłam na tyły domu, gdzie znajdował się basen. Zdjęłam ubrania i zaczęłam się smarować lepkim płynem. Postanowiłam powoli wejść do wody, na szczęście była ciepła. Z przyjemnością pływałam w basenie, gdybym mogła zasnęłabym jak na najwygodniejszym łożu królewny. Spojrzałam w stronę drzwi tarasowych, przez które właśnie przeszła Meggie. Uśmiechnęłam się w jej stronę, puściła mi oczko, na co zaśmiałam się. Wyszłam z basenu i położyłam się na leżaku. Nastawiłam sobie budzik za trzydzieści minut, bo oczywiście zasnęłam. Po wyłączeniu urządzenia przekręciłam się na brzuch. Gdy byłam cała opalona, wskoczyłam na bombę do letniej wody w basenie. Chwilkę popływałam, po czym wyszłam i wytarłam się ręcznikiem. Weszłam na górę, do swojego pokoju, by móc się przebrać.

Założyłam słuchawki i sięgnęłam po książkę. Gdy tylko dotknęłam okładki, przed oczami pojawił mi się Justin, który przypierał Rebece do szyby. Pokręciłam głową siadłam na łóżku i zagłębiłam się w świat, w którym żyła bohaterka mojej lektury.
POV Meggie
Nawet nie zauważyłam kiedy Anne wyszła z basenu i zniknęła w głębi domu. Przeniosłam się do domu i wyjęłam lody z zamrażarki. Mmmm... orzechowe, ukochany smak lata. Przeniosłam się z pysznościami do salonu. Odpaliłam telewizor i siadłam na kanapie, oglądając jakieś teleturnieje. Po jakiejś godzince, pudełko po lodach było całkowicie puste. Wyłączyłam TV, miałam już udać się do swojego pokoju, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Bez zastanowienia udałam się w stronę dźwięku. Otworzyłam, a moim oczom ukazał się David. Rozpromieniłam się natychmiastowo, chłopak nie odwzajemnił mojego gestu, stał wmurowany. Nic nie rozumiałam, czarnowłosy lekko się uśmiechnął. Wszedł do środka przybliżył się do mnie i... wytarł lody z mojej górnej wargi. Od razu się zarumieniłam, chłopak bardziej zmniejszył odległość ode mnie. Nachylił się nade mną i wyszeptał mi do ucha:
-Pasuje ci twój śliczny rumieniec, szczególnie do tego białego bikini.
Nie wierze! Nie przebrałam się! Moja twarz pewnie wygląda jak wielki czerwony pomidor. Spuściłam wzrok na swoje ręce, przy okazji patrząc na swoje ciało, czy przypadkiem David nie żartował. Chłopak widząc co robię podniósł mój podbródek i oparł się o moje czoło swoim. Czułam jak przez ręce przechodzi przyjemny prąd, powodując trzęsienie dłoni. Patrząc w jego piwne oczy czułam jakbym smakowała najwykwintniejszy alkohol na całym świecie. Poczułam jak chłopak chwyta moje ręce w swoje i splata razem palce.

David powoli zbliżał się do mnie, a może mi się tylko wydawało, że ta sytuacja dzieje się w zwolnionym tempie. Nasze spragnione siebie wzajemnie usta się spotkały, chłopak z wyczuciem i delikatnością muskał moje wargi. "Motylki" w moim brzuchu wypełniały mnie w całości. Po paru sekundach oderwaliśmy się od siebie, byłam taka szczęśliwa. W oczach czarnowłosego także można było zobaczyć szalejące iskierki radości.
-Meg... chciałbym się zapytać... to znaczy... ehh... poszłabyś ze mną na randkę?- wydukał.
-Z wielką chęcią.- szczerze odpowiedziałam. -Też chcę cię o coś spytać... poszedłbyś ze mną... i Anne na kolejną imprezę do Weyna?
Chłopak od razu się zgodził. Weszliśmy do salonu, a ja od razu go przeprosiłam i poleciałam się przebrać. Wbiegłam do garderoby, biorąc w rękę ładną, zwiewną, błękitną sukienkę. Wzięłam do tego białe szpilki, no co? Nie ważne gdzie, obcasy zawsze się przydadzą. Zbiegłam po schodach jak wariatka, jak to moje szczęście na dole schodów stał David. Wpadłam na chłopaka, który razem ze mną wylądował na panelach.
-Sorki.- uśmiechnęłam się przepraszająco. Chłopak natomiast roześmiał się wesoło.
-A dokąd tak się panna śpieszyła, co?
-A do ciebie.- powiedziałam, ale zanim zorientowałam się co, piwnooki musnął moje usta. Oczywiście, gdy sobie zdałam sprawę w jakie pozycji się znajduje z Davidem, moja twarz po raz kolejny dziś stała się najbardziej dojrzałym i czerwonym pomidorem świata.
POV David
Zapukałem do drzwi dziewczyn, otworzyła mi brudna Meggie w białym seksownym bikini. Zaraz, co?! Wpatrywałem się zachwycony w nią. Uśmiechnąłem się, wszedłem do środka i stanąłem dość blisko Meg. Wytarłem jej buzie kciukiem. Przybliżyłem się bardziej do dziewczyny.
-Pasuje ci twój śliczny rumieniec, szczególnie do tego białego bikini.- wyszeptałem z uśmiechem. Policzki wiśniowo-włosej zrobiły się bardziej różowe. Brązowooka spuściła wzrok ze mnie, nie chciałem przestawać patrzeć w jej karmelowe oczy. Podniosłem jej głowę tak, bym mógł jej śliczne oczy widzieć. Zauważyłem, że ręce dziewczyny lekko się trzęsą, więc splotłem nasze palce razem. Tak bardzo chciałem ją pocałować, tak bardzo, że... pocałowałem ją. Jej słodkie usta smakowały arbuzem, nie wiem jak, ale właśnie tak było. Czułem dziwne kucie w brzuchu, jakby wybuchały tam sylwestrowe fajerwerki. Gdy nasz pocałunek (niestety) dobiegł końca, widziałem, że Meggie była bardzo szczęśliwa, ja także. Przypomniałem sobie, że muszę ją o coś spytać, strasznie się stresowałem.
-Meg... chciałbym się zapytać... to znaczy... ehh... poszłabyś ze mną na randkę?- tak! Na reszcie to powiedziałem, teraz pytanie, czy się zgodzi.
-Z wielką chęcią.- odpowiedziała z uśmiechem, zachciało mi się skakać z radości, ale opanowałem się. -Też chcę cię o coś spytać... poszedłbyś ze mną... i Anne na kolejną imprezę do Weyna?
Od razu przytaknąłem, cieszyłem się, że będę mógł spędzić z wiśniowo-włosą więcej czasu. Mam nadzieje, że ta domówka będzie lepsza od poprzedniej. Dziewczyna zaprowadziła mnie do salonu i pobiegła na górę się przebrać..., a może ubrać? Nie ważne, mimo że nie było jej tylko chwile, nie mogłem wytrzymać i skierowałem się na schody. Zanim zdążyłem postawić nogę na pierwszym schodku, Meggie zbiegając wpadła prosto na mnie. A ja z zaskoczenia przewróciłem się, przez co brązowooka wylądowałam pomiędzy moimi nogami... hmm, dość dwuznacznie.
-Sorki.- uśmiechnęła się przepraszająco. Ja natomiast zacząłem się śmiać z dwóch powodów: pierwszy, nasza pozycja i drugi, mój super "refleks".
-A dokąd tak się panna śpieszyła, co?- na mojej twarzy nadal widoczny był wielki uśmiech.

-A do ciebie.- to co powiedziała, zadziałało na mnie błyskawicznie i cmoknąłem ją. Wiśniowo-włosa najwyraźniej dopiero teraz zorientowała się jak bardzo dwuznacznie to wygląda. I jak ona ma w zwyczaju natychmiastowo na jej twarzy pojawił się słodki rumieniec.
**
Przepraszam, że tak długo nie było rozdziału, a jak już się pojawił to jest w nim mało akcji i ogólnie mało napisałam. Mam nadzieje, że nie gniewacie się na mnie. Od razu uprzedzam, że nie wiem kiedy będzie następny rozdział :)

sobota, 4 lipca 2015

Rozdział 14 "Laska taka, jak inne"

Chłopak miał ponownie złączyć nasze usta, gdy... zabrzmiał dzwonek jego komórki. Warknął, a ja zdezorientowana patrzyłam na to co zamierza zrobić. Zszedł ze mnie, więc mogłam normalnie siąść. Odebrał telefon, bez przywitania, warknięciem, które brzmiało: „Czego? Jestem zajęty.”. Podniosłam swoją czapkę i otrzepałam z niewidzialnego kurzu, by po chwili mogła z powrotem zająć miejsce na mojej głowie, gdzie wcześniej się znajdowała. Nie lubiłam nigdy podsłuchiwać rozmów, to było bardzo niezręczne. Co ja gadam? Zaraz, przecież ja gadam do siebie. Ugh... nieważne. Wracając do tego co chciałam powiedzieć, umm... pomyśleć, to niezręczne jedynie było moje, dość bliskie spotkanie z Justinem. Przełknęłam głośno ślinę, przecież to nie do pomyślenia. To co się przed chwilą wydarzyło, było nie do pomyślenia. A-a jednak się stało. Westchnęłam ciężko i spojrzałam... w pustą przestrzeń? Natychmiast wstałam, pod bosymi stopami poczułam zimne powietrze. Mój wzrok spoczął na oknie, które było na roścież otwarte. Długie zasłonki powiewały leciutko, tańcząc swój własny taniec. Podeszłam do okna i wyjrzałam. Nie było śladu po chłopaku. Szczerze mogę przyznać, że czuję się jak we śnie. To jest nieprawdopodobne, wręcz niemożliwe. No bo przecież, on – chłopak, za którym lata każda dziewczyna, każda z nich mdleje, gdy tylko na nie spojrzy, nie mówiąc o podejściu i zagadaniu. A ja – skryta, zwykła dziewczyna, nic nie znacząca, mała osóbka, czytająca książki i dobrze ucząca się. Westchnęłam, odsunęłam się i zamknęłam okno. Stanęłam tyłem do ściany i od razu spojrzałam na kwiaty. Gdyby nie były moimi ulubionymi kwiatkami, zapewne już leżałyby na samym dole kosza na śmieci. Wzięłam flakon razem z bukietem i zaniosłam do swojego pokoju. Postawiłam je tuż przy łóżku, obok budzika. Usłyszałam dosyć głośnie otwieranie drzwi i damski krzyk „Już jestem!”. Zbiegłam po schodach i od razu wtuliłam się w Meggie.
-Opowiadaj. Znaleźli twój telefon, czy może kupiłaś nowy? Jeżeli ta druga opcja to, jaki model? Mogę twój numer? Właśnie lecę, po swoją komórkę.- trajkotałam, jak... Meg. Za dużo z nią czasu spędzam. W końcu zaczęłam gadać do siebie, co nie jest do końca normalnym zachowaniem. A może jest, a ja jestem jakimś nienormalnym...
-Anne! Mówię do ciebie!- wrzasnęła. -Najpierw gadasz jak najęta, a później mnie nie słuchasz!
-Przepraszam, Meggie. Powtórzyłabyś mi to co mówiłaś? Proszeee...- zrobiłam minę kotecka z przepraszającymi, dużymi oczkami.
-Okej, okej. Nie umiem się na ciebie długo gniewać.- uśmiechnęła się i pociągnęła moją czapkę w dół, przez co straciłam widoczność. -Mówiłam, że powinnyśmy sobie zrobić babski wieczorek.
-Jej!- pisnęłam podekscytowana. - To trzeba zrobić zakupy. Zmykam na górę się przebrać, tylko mi powiedz, czy jest ciepło, czy zimno.
-Dość zimno i są przelotne opady.- na tą wiadomość westchnęłam.

Po piętnastu minutach zbiegłam z piętra i klapnęłam na kanapie. Od razu przed oczami pojawił mi się Justin, pokręciłam głową. Przede mną stanęła przebrana siostra, wyglądała jak zawsze ślicznie.

Po chwili jechałyśmy autem, słuchając piosenek.
-To, powiesz mi co z tym telefonem?- zapytałam czekając, aż światło z czerwone ustąpi zielonemu światłu.
-Ahh... tak zapomniałam. Nic się nie stało z moim starym telefonem, tylko się trochę klapka porysowała. Ale afery nie będę robić, o małą ryskę.- gdy skończyła mówić uśmiechnęła się do mnie serdecznie, co z przyjemnością odwzajemniłam. Mam bardzo dobry humor, jak na mnie, więc staram się to pokazywać. Po paru minutkach, parkowałam na parkingu pod supermarketem „Aldi”*. Wzięłyśmy duży koszyk na kółkach. Od razu bez zastanowienia do niego weszłam, wystawiłam nogi za wózek. Moja przyjaciółka cały czas się ze mnie śmiała. Wwalałam wszystkie słodycze i inne bomby kaloryczne**, do koszyka, a raczej na siebie. Pod koniec „trasy”, postanowiłam wyjść z wózka i stanąć w cywilizowany sposób w kolejce do kasy. Pomogłam Meggie wyłożyć wszystkie produkty, które postanowiłyśmy kupić, na taśmę. Kasjerka spojrzała na nas spod okularów, zapewne zastanawiała się jak to wszystko zjemy. Szczerzę to też się zastanawiam. Zapłaciłyśmy Nancy, pewnie domyśliliście się jak to odkryłam? Spojrzałam na plakietkę. Hehe, nie ma to jak sobie docinać, od razu walnęłam się w głowę mentalnie. Tym razem prowadziła Meg. Wyjrzałam przez szybę, robiło się ciemno. Dopiero co była 13, skierowałam wzrok na radio. Chwilę przeczekałam i zobaczyłam godzinę. 18:34. To sobie poszalałyśmy. Gdy tylko weszłam do domu, poszłam do salonu i walnęłam się na kanapę. Pożałowałam tego prawie od razu. Moja kochana, siostra postanowiła zrobić to co ja... tylko, że na mnie. Zrzuciłam ją z siebie i zaczęłam się śmiać z jej miny, która wyrażała zdezorientowanie. Pociągnęła mnie za sobą, co nie było mądre, bo tym razem to ja ją zgniotłam.
-Anne, idź przyszykuj przekąski i picie. A ja poszukam fajnych filmów w telewizji.- wzruszyłam tylko ramionami i poszłam rozpakowywać siatki. Po rozpakowaniu ich, postanowiłam przesypać do miski chipsy o smaku fromage. Uwielbiam ten smak, Meg zaś ubóstwia zieloną cebulkę. Wzięłam pod rękę picie, jedną dłonią zabrałam miskę, a drugą złapałam za dwie szklanki. Postawiłam wszystko na stoliczku, który miałyśmy przy kanapie. Przyglądałam się znudzonej siostrze, która przełączała kanały.
-Może weźmy jakiś z naszych.- zaproponowałam z pełną buzią. No, co? Jest to jem.
-Dobry pomysł, ale ty zostajesz tu. Ja wybieram filmy.- wyszczerzyła się i zabrała miskę. Jęknęłam w proteście i założyłam skrzyżowane ręce na klatce piersiowej. Wpatrywałam się w reklamy, które akurat leciały na kanale. Po chwili na dole z wielkim pudłem, pojawiła się moja przyjaciółka. Nawet nie wiedziałam, że mamy ich, aż tyle.
-Zamknij buzie niunia, bo ci mucha wleci.- zaśmiałam się i pokazałam jej język. Dziewczyna siadła na podłodze, a ja obok niej. Wzięłam pierwszy film, który mi się nasuną pod rękę.
-„Taxi 3”.- przeczytałam.
-”Lol”.- powiedziała Meggie.
-”Wredne dziewczyny”.
-”Monte Carlo”.
-”Pamiętnik księżniczki.”
-”Królowa balu”, na prawdę? O mój boże! Ile ja tego filmu szukałam!
-Meg, jak chcesz możemy go obejrzeć.
-Tak! Ale wybierzmy jeszcze coś.
-”Niezgodna”. Oh, jak ja kocham tą aktorkę.- powiedziałam i przytuliłam do siebie pudełko. Meg w tym czasie się na mnie gapiła jak na kosmitę. Po chwili jej ręka po raz kolejny zanurkowała w tekturowym pudle.
-”Straszny film 2”. To też musimy obejrzeć!- coś czuję, że to nie będzie takie fajne. Oglądałam jedynkę i mi się nie za bardzo podobało. No, ale niech jej będzie. Zajrzałam do pudła i wyciągnęłam „Epokę lodowcową 3”. Wyszczerzyłam się w stronę Meggie, pokazując jej bajkę. Dziewczyna zrobiła facepalma, by po chwili mogła spojrzeć na mnie litościwie. Zrobiłam słodziutką minę i od razu wiedziałam, że się zgodzi. Westchnęła i zaśmiała się, co oznaczało (w naszym języku) zgoda. Podbiegłam i włożyłam płytę z bajką do odtwarzacza. Pod czas reklam początkowych, wróciłam się do kuchni. Wzięłam kolejną paczkę chipsów i orzeszki. Wchodząc do salonu, zobaczyłam przyjaciółkę, która zapewne szukała pilota. Zaśmiałam się, był na półce, przy dekoderze DVD. Zaczęłyśmy nasz maraton filmowy, który trwał do białego rana.
POV Justin
Byłem mocno wkurwiony, musiał w takim momencie zadzwonić Tom. Rzesz kurwa, do cholery. Już praktycznie byłem jedną nogą w jej łóżku, a tu co? Pieprzony telefon! Wyskoczyłem przez okno i pobiegłem do samochodu. Odjechałem w miarę przyzwoicie, czyli bez pisku opon. Ahh, szkoda. Myślami wróciłem do zdarzenia sprzed chwili. Jej oczy, błyszczące, piwne. Gdy tylko w nie patrzyłem, czułem się jakbym próbował najlepszego alkoholu na całym świecie. Jej miękkie, delikatnie, kasztanowe włosy, sprawiały uczucie puchu, a do tego pachniały truskawkami. Idealnie pulchne i malinowe usta, słodkie niczym miód. BIEBER, CO TY ODPIERDALASZ?!- wrzasnąłem w myślach i od razu ostro zahamowałem. Chłopie, co z tobą? Czemu myślisz o jakiejś lasce, która jest taka jak inne? Zapewne udaje niedostępną i daje dupy każdemu, bez wyjątku. To po pierwsze, a po drugie, gdzie do cholery mój rozum? Przecież nie musiałem od razu jechać, mogłem skończyć, to co zacząłem i już bym wygrał zakład z Jackob'em.- cały czas oddychałem głęboko, próbując się uspokoić. Tak założyłem się z Jack'iem, oto czy ją przelecę przez pierwszy tydzień, ale to już nie ważne, czas na drugi etap. Romantyk, czyli różne duperele jak słodkie słówka, czy rzeczy. Założyłem się więc zakład wygram, mam jeszcze jutro. Ruszyłem w dalszą drogę, gdyż nie chciałem spędzać całej nocy na jakimś totalnym zadupiu. Jechałem środkiem drogi, gdyż na ulicy byłem tylko ja. Zacząłem driftować. Tak, to od zawsze mnie rozluźniało. Kocham szybką jazdę, kocham adrenalinę.

**
Och jak dobrze napisać kolejny rozdział przy płycie Justina „Believe”. Jak wam się podoba? Nie za nudny? Uda się Justin'owi wygrać zakład, czy może pierwszy raz w życiu przegra?
*Jeden z londyńskich supermarketów.

**Wliczając picie typu coca-cola, chipsy i popcorn.

sobota, 20 czerwca 2015

Rozdział 13 "Szczęście, czy pech?"

POV Meggie
Obudziłam się jak nowo narodzona, mimo że wczoraj zasnęłam, razem z Anne, ok. 3 nad rankiem. Teraz jest, spojrzałam na zegar, 12:46. Ahh... i wiadomo dlaczego jestem wypoczęta. Sobota, jak ja kocham weekendy. Wygramoliłam się z łóżka i w podskokach pognałam do garderoby.

Po króciutkim prysznicu, ubrałam się w to, co wybrałam wcześniej. Zeszłam na parter. Już chciałam pytać Ann, co na śniadanie, gdy nie zauważyłam jej w kuchni. Po chwili już stałam przed drzwiami pokoju mojej siostry. Zapukałam, a gdy nie usłyszałam nic, po cichu weszłam. Mój wzrok powędrował w stronę, słodko śpiącej przyjaciółki. Na całym łóżku były porozwalane chusteczki, niektóre z braku miejsca pospadały na podłogę. Dziewczyna słodko pochrapywała, zapewne ma zatkany nos. Jestem ciekawa, gdzie się wczoraj szlajała, że się tak załatwiła. Postanowiłam dać jej pospać i spróbować coś upichcić.
15 min. później
Próbowałam właśnie przewrócić prawie spalonego pancake'jka, obrać pomarańcze na świeży sok i posmarować, ledwo ocalonego od zwęglenia, naleśnika nutellą.
POV Anne
Mimo, że mam katar, obudził mnie zapach (lub jak kto woli odór) spalenizny. Natychmiastowo zerwałam się z łóżka i poleciałam do kuchni. Gdy weszłam zaczęłam machać ręką, by nie udusić się dymem. Pootwierałam wszystkie okna w tym pomieszczeniu i już miałam ochrzanić Meggie za prawdopodobnie, celową próbę wywołania pożaru, gdy przyniosła mi dwa naleśniki oraz sok pomarańczowy. Niby niewiele, ale od serca. Posłałam Meg uśmiech i wzięłam od niej talerz, by później skierować się w stronę jadalni. Zasiadłam do stołu, a moja siostra przede mną.
-Meggie, a ty co zjesz?- spytałam, gdy nic nie miała przed sobą.
-Ja już jadłam.- wiedziałam, że kłamie, a do tego przyglądała się łakomie mojemu śniadaniu. Wstałam od stołu, poszłam po drugi widelec oraz drugi kubek i wróciłam. Wręczyłam te przedmioty Meg, przelałam ze swojej szklanki pół picia. Zaczęłyśmy razem jeść, wbrew pozorom, było dobre. Spojrzałam na przyjaciółkę, dopiero teraz zobaczyłam jak wygląda. We włosach miała biały napój, zapewne mleko, a na policzkach mąkę. Natomiast jej ubranie było czyste, nie powiem tego o kuchni, która teraz wygląda, jakby przeszło tamtędy tornado.
30 min. później
Zmęczona położyłam się na połowie kanapy. Wysprzątałyśmy całą kuchnie, najchętniej teraz bym się przespała. Ale musiałam jeszcze się ubrać. Wgramoliłam się na pierwsze piętro, by móc wejść do mojego pokoju. Wybrałam zwykły strój, w którym mogę swobodnie chodzić po domu.

Po założeniu go, uczesałam włosy w wysokiego kucyka. Usłyszałam krzyk Meg z dołu, więc zeszłam po schodach.
-Anne, jak pewnie wiesz, mój telefon, został w szkole...- powiedziała. -Jeżeli go nie znajdą, czy nie uratują, to kupie sobie nowy. Będę za dwie godzinki, nie idź się kąpać w basenie, bo mi się bardziej rozchorujesz.
-Dobrze, nianiu.- zaśmiałam się. Meg tylko wystawiła mi język, wywróciłam oczami i poszłam do salonu. Włączyłam telewizor i sprawdziłam godzinę. Była za pięć czternasta. Poprzeglądałam parę kanałów, by w końcu zatrzymać się na „Czarownicy”. Półtorej godziny później usłyszałam dzwonek do drzwi, zdziwiona poszłam otworzyć.
Pierwsze co zobaczyłam to dużo fioletowych róż, aż zaniemówiłam z wrażenia. Spojrzałam ponad kwiatki, jak pewnie się domyślacie, to był Justin. Wpuściłam go do domu, wzięłam od niego bukiet. Nalałam wody do flakonu i wstawiłam róże. Oczywiście powąchałam je, pachniały tak słodko.
Byłam w pięknym ogrodzie mojej prawdziwej rodziny. Z tego co pamiętam, gdzie się nie spojrzało były rozmaite kwiaty. Najwięcej było, moich ulubionych róż.
Położyłam rękę na czoło, zapewne mam dziwne omamy, przez gorączkę. Spojrzałam w stronę Justina, który jakby był u siebie, rozłożył się na praktycznie całej kanapie. Westchnęłam i usiadłam obok niego, oczywiście w sporej odległości. Gdy zapatrzyłam się w film, nawet nie poczułam kiedy mnie objął. Masował moje ramie, przez co dostałam, o dziwo przyjemne dreszcze. Jego dotyk mnie uspokajał, wyciszał. Spojrzałam na niego, a on na mnie. Dziwnie się poczułam, mój oddech przyśpieszył. Jego dłoń wtopiła się w moje włosy, delikatnie je przeczesując. Nie mogłam się oprzeć pokusie i już po chwili spojrzałam na jego usta. On jak na złość oblizał wargi, przez co przygryzłam wargę. Spojrzałam w jego oczy, miałam wrażenie, że pociemniały. On zaś wpatrywał się w moje usta, postanowiłam oblizać górną wargę, jak to on zrobił wcześniej. Przełknął ślinę, przez co jego jabłko Adama, poruszyło się w górę i w dół. Dzieliło nas tylko nie całe 5 centymetrów. Po sekundzie poczułam te upragnione usta, na swoich. Zamknęłam oczy, rozkoszując się nim. Chłopak zaczął lekko poruszać wargami, czułam miętę i papierosy. Przejechał po mojej dolnej wardze, ja nie chcąc zajść za daleko, nie wpuściłam jego języka do mojej buzi. Jednak on przygryzł moją dolną wargę, przez co syknęłam i otworzyłam usta. Zadowolony ze zwycięstwa, wsadził język do mojej buzi. Chciałam go od siebie odsunąć, ale dotknął mojego podniebienia, przez co jęknęłam. Justin swoim językiem, ocierał o mój. Było mi tak przyjemnie. Położył swoje ręce na moich biodrach, lekko ciągnąc w górę. Omotana, siadłam okrakiem na jego kolanach. Zaczęło mi brakować powietrza, więc przerwałam pocałunek. Jednak, gdy tylko wzięłam powietrze, chłopak znów zaatakował moje usta. Ręce zsuną na moje pośladki i lekko ścisnął, przez co pisnęłam, a on mruknął. Poczułam, jak Justin delikatnie kładzie mnie na kanapie. Znów wzięłam chwilkę przerwy na oddech, ale ponownie spokojne oddychanie, przerwał mi język chłopaka. Chłopak drażnił się ze mną liżąc mi podniebienie. Nie mogąc tego dłużej utrzymać jęknęłam gardłowo. Założyłam ręce na jego szyję, by przyciągnąć go jeszcze bliżej siebie. Justin oderwał się ode mnie i przeszedł z pocałunkami na szyję. Czułam jak przygryza i ssie moją skórę na szyji. Zaczęłam się śmiać, ale przyłożyłam lewą rękę do ust, by stłumić chichot. Nie ma to jak łaskotki w takim miejscu. Po chwili Justin odsunął się trochę i podziwiając swoje dzieło mruknął z zadowoleniem. Oddychałam ciężko, można by powiedzieć, że dyszałam. Serce waliło mi tak mocno, że miałam wrażenie jakby ktoś próbował zrobić dziurę młotem pneumatycznym, ale tylko powoduje trzęsienie. Chłopak miał ponownie złączyć nasze usta, gdy...
**
Hehe... nie ma to jak, niektóre zakończenia ;p

wtorek, 16 czerwca 2015

One-shot 1 "Wrzaski i piski"

One-shota dedykuję Madzi; It's too late to cry
Oraz zapraszam na jej bloga: Never let me go
POV Anne
Siedziałam z Justinem na kanapie w salonie w domu moim i Meggie. Szeptaliśmy sobie słodkie słówka. Gdy nagle zauważyłam wielkiego, włochatego pająka. Pełzał po dębowych panelach prosto w naszą stronę. Strasznie nienawidzę i boję się tych stworzeń. Jak to ja, zaczęłam przeraźliwie piszczeć. Od razu stanęłam na miękkim meblu. Justin odwrócił się, gdy pokazałam pewien punkt na podłodze, przez który tak panicznie piszczałam. On widząc zwierze, również zaczął piszczeć. Mogłabym powiedzieć, że jego pisk wydawał się bardziej kobiecy niż mój. I tak we dwoje staliśmy i wrzeszczeliśmy. Ja chowałam się za Justinem, a on sam starał się mnie wypchać do przodu na pożarcie. Usłyszałam otwieranie głównych drzwi, jednak nadal nie przestałam piszczeć. Justin również usłyszał specyficzny dźwięk. Spojrzeliśmy sobie w oczy by zaraz wrzasnąć:
-MEG!- zaczęliśmy się cofać na sam koniec kanapy, gdyż pająk był coraz bliżej. Moja zdezorientowana siostra weszła, jak gdyby nigdy nic, do salonu. Przeszła obok pająka, nie zauważając go. Czerwono włosa spojrzała na nas dziwnie i usiadła na miękkim meblu. Ja znów wskazałam miejsce, w którym znajdywał się zwierz. Moja przyjaciółka jak na zawołanie zaczęła się drzeć i przytuliła się do mnie, tak samo jak Justin. Po raz drugi dzisiejszego (okropnego) poranka usłyszałam odgłos otwieranych drzwi.

-DAVID!- w trójkę wrzasnęliśmy. A kiedy chłopak wszedł do pomieszczenia, Meggie zaczęła mówić jego imię nieustannie, co kilka powtórzeń brała głębokie wdechy i zaczynała od początku. Ja po raz trzeci wskazałam na podłogę. Patrzyłam razem z Justinem i Meg, jak David bierze pajęczaka na rękę. Wszyscy zaczęliśmy jak opętani wrzeszczeć i piszczeć. Coś czuję, że jutro nie będę mogła nic mówić.- pomyślałam. Chłopak przeszedł koło nas, przesunęliśmy się na oparcie kanapy. Przeważyliśmy ją, przez co się wywaliła, a my z nią. Widziałam Davida podchodzącego do okna, który coś strzepną z ręki. Wiadomo, że „coś” było pająkiem. Ohydnym, włochatym i obleśnym pająkiem.
**
Nie umiem pisać one- shortów. Jak pewnie się domyślacie ten one-short jest moim pierwszym. I tak wiem, że jest beznadziejny. Ale cóż... życie.

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Rozdział 12 "Niesamowity taniec, z niesamowitą osobą"

POV Anne
Wesoła jak nigdy, patrzyłam na oddalający się samochód Davida. Zaczęłam iść w stronę centrum Londynu. Postanowiłam porozglądać się po mieście. Zważywszy, że byłam przy Victoria Street, doskonale widziałam Big Bena. Nie miałam pieniędzy przy sobie, bym mogła go dziś zwiedzić. Nagle poczułam czyjeś ręce na biodrach, wzięłam głęboki wdech, spowodowany zaskoczeniem. Osoba za mną zaczęła mnie ciągnąć w swoją stronę, obracając przy tym. Moja spódniczka zawirowała, przez co na mojej twarzy zaczęły się pojawiać wypieki. Wpadłam na czyjąś umięśnioną klatkę piersiową. Moja prawa ręka trafiła na ramię chłopaka, druga zaś została złapana w czyjąś dużą dłoń. Niepewnie spojrzałam w górę, zauważyłam mleczno-czekoladowe oczy Justina.
-A co tak piękna dama robi sama w centrum Londynu?- zapytał szczerząc się na widok moich rumieńców. Staliśmy w pozie jak do wolnego tańca. Nie odzywałam się zawstydzona, jednak nadal nie spuszczałam wzroku z niego.
-Umm...- zająknęłam się. Zagrzmiało, przez co się wzdrygnęłam. - Justin zaraz lunie deszcz.- wyszeptałam.
-”Nie czekaj, aż burza minie. Naucz się tańczyć w deszczu.”- wypowiedział, a po chwili z nieba zaczęły spadać coraz większe krople wody. -To co? Zatańczysz?- spytał, ze swoim standardowym uśmiechem.
-Ale... ja nie umiem tańczyć.- spuściłam wzrok na jego klatkę piersiową. On podniósł mój podbródek, tak, że musiałam na niego patrzeć.
-Nie szkodzi, nauczę cię.- nie mogłam spuścić wzroku z jego olśniewającego uśmiechu. Nawet nie wiem kiedy sama zaczęłam się uśmiechać.
-Ok.- powiedziałam cicho. Zaczął powoli, dyktując rytm. Rytm, który kojarzył mi się ze spadającymi kroplami na szybę. Każdy jego krok był płynny. Nie zwracał uwagi na ludzi przechodzących koło nas, czy na to, że jesteśmy cali przemoknięci. Nadążałam za nim, czułam się jakbym była w jakimś transie. Justin obrócił mnie, by znowu powrócić do tańca. Po paru krokach chłopak złapał mnie za talię, podniósł i zaczął się kręcić.

Odstawił mnie na ziemię. Spojrzałam się na niego i zachichotałam. Miał przylizaną grzywkę. Wyglądał tak słodko... zaraz przecież ja go nie lubię! Zatrzymałam się, Justin zrobił to samo. Wpatrywał się we mnie zdziwiony. Zdjęłam rękę z jego barku, a drugą wyrwałam. Spojrzałam na niego ostatni raz i zaczęłam biec w stronę domu. Słyszałam jak mnie woła, jednak starłam się nie odwracać. Wyjęłam telefon i sprawdziłam godzinę. Była 11:52, ale ten czas leciał. Było ciemno przez burzowe chmury, wydawało mi się, że jest około 18. Biegłam przed siebie, przepychając się między ludźmi. Jedni nie zwracali na mnie uwagi, drudzy oglądali się wściekle, a jeszcze inni krzyczeli za mną, żebym uważała. Byłam cała mokra; ubrania, buty, czy włosy, całe przemoczone. Było mi bardzo zimno, szczególnie gdy mocno wiał lodowaty wiatr. Burza się nasilała, było coraz więcej grzmotów i błyskawic. Właśnie przebiegałam przez pasy dla pieszych, które były bez świateł. Usłyszałam z prawej głośny pisk opon. Wrzasnęłam przestraszona i upadłam na asfalt. Z czarnego samochodu szybko wysiadł David. Chłopak pomógł mi wstać i dał koc. Siadłam na tyłach auta, nie odzywałam się. Rozłożyłam się na wszystkich tylnich siedzeniach i moje oczy skierowałam na przeciwne okno. Z daleka można było zobaczyć krople przebiegające po całej szybie.
POV Justin
-Anne!- wrzasnąłem po raz trzeci. Spieprzyłem nawet nie wiem jak, ani czym, ale spieprzyłem. Już było tak blisko, by do końca mi zaufała. Może jeszcze jutro uda mi się to i owo zdziałać. Coś czuję, że niedługo podda się i da mi wolną rękę. Wtedy ja będę mógł wykreślić ją z listy dziewczyn do przelecenia. Uśmiechnąłem się do siebie, idąc w stronę parkingu szkolnego. Jakbyście się pytali, to tak, śledziłem Anne. Widziałem jak zadowolona wyszła poza obszar szkoły. Odpaliłem silnik i ruszyłem w stronę mojego domu. Po paru minutach zaczął dzwonić mój telefon. Spojrzałem na ekran i bez wahania odebrałem.
-Justin przyjedź do magazynu po towar. Niejaki Alby Walker, chce trochę LSD.- powiedział Tom. Zmieniłem kurs i zawróciłem w stronę opuszczonych magazynów.
-A ile dokładnie tego chce?- zapytałem.
-Dziesięć bibułek, zanim coś powiesz. Tak wiem, że to dużo, ale ważne czy chłopak ma kasę.- oznajmił, na co ciężko westchnąłem.
-Ok, zaraz dojadę.- odparłem i rozłączyłem się. Patrzyłem na drogę, lecz moje myśli powędrowały do zdarzenia sprzed chwili. Do Anne. Jej słodki chichot, piękne oczy, czy... malinowe, pełne usta. Kasztanowe włosy, przyklapnięte do twarzy z powodu deszczu albo delikatne ciało. Zatrzymałem auto pod jednym ze starych magazynów. Szybko wszedłem do budynku, rozglądając się zauważyłem stół i walizkę. To był niespotykany jak na razie przeze mnie widok. Zawsze ktoś pilnował towaru. Podszedłem wolnym krokiem do mebla. Gdy już miałem wziąć walizkę, poczułem czyjąś obecność. Natychmiast wyciągnąłem pistolet i szybko się odwróciłem. Przyłożyłem mężczyźnie broń do czoła, chłopak od razu się przeraził.
-C-czy t-ty je-jesteś Justin, Justin Bi-Bieber?- spytał drżącym głosem, co chwilę się jąkał. Zacząłem się niepohamowanie śmiać, on nie wiedząc co zrobić zaczął się śmiać razem ze mną. Natychmiast przerwałem i prychnąłem. Jak on śmie śmiać się razem ze mną? Razem z Justinem Drew Bieberem, prawą ręką Toma?- zapytałem sam siebie w myślach. Nie odpowiedziałem na jego pytanie tylko sam zadałem inne:
-Jesteś nowy w tej branży?
-T-tak.
-Czy Tom naprawdę jest taki głupi, by zatrudniać niedoświadczonych?- powiedziałem bardziej do siebie, niż do trzęsącego się chuchra.- Wiesz, że dawno byłbyś martwy, gdyby ktoś inny odbierał towar?- teraz pytanie skierowałem do chłopaka. On tylko przełknął ślinę. Schowałem broń z powrotem do spodni. Bez słowa wyszedłem z punktu odbioru walizkę, którą ułożyłem na siedzeniu pasażera. Zadzwoniłem do Toma, mówiąc mu, że wziąłem towar. Przy okazji spytałem o miejsce spotkania. Gdy zakończyłem rozmowę od razu skierowałem się w stronę Ebury Street. Miałem się spotkać z chłopakiem przed Tomtom Coffee House. Po 20 minutach dojechałem na miejsce. Wysiadłem z samochodu i zapłaciłem za parkomat. Szedłem wolnym krokiem w stronę kafejki. Oczywiście, żeby się nie rzucać w oczy, otworzyłem walizkę w samochodzie i przełożyłem narkotyki do kieszeni. Zauważyłem zakapturzonego chłopaka. Siedział przy jednym ze stolików, podszedłem i dosiadłem się. Spojrzałem na twarz klienta, młody chłopak, na oko 15-16 latek, wpakował się w wielkie gówno. Nachyliłem się w jego stronę i spytałem:
-Masz forse mały?
-A masz bibułki?- spytał sarkastycznie, co mnie zezłościło. Nie chcąc zwracać na siebie uwagę tylko pokiwałem złowrogo głową. Chłopak sięgnął do kieszeni wyciągając grubą mamonę. Wziąłem do ręki pieniądze i powoli z dokładnością policzyłem. Uśmiechnąłem się pod nosem, gdy suma się zgadzała. Rozejrzałem się w około i pod stolikiem przeniosłem torebeczkę z LSD, przy okazji schowałem gotówkę do kieszeni spodni. Wstałem i poklepałem chłopaka po plecach. Już po chwili jechałem w stronę domu Toma, by dać mu z ręki do ręki zarobiony szmal.
POV Anne
Pod ciepłym kocem w salonie mojego i Meggie domku oglądałam jakąś denną telenowelę. Lecz myślałam o wszystkich zdarzeniach i osobach, które mnie spotkały w Londynie. David słodki chłopak, nieśmiały, a za razem taki wesoły – idealnie pasujący do Meg. Rebeca, którą poznałam pod czas nieprzyjemnej dla mnie rozmowy. Była sprośna i odczuwała we mnie wroga. Weyne, który próbował powstrzymywać mnie przed przyłożeniu Bieberowi. Wydawał się miły i taktowny. Moje przemyślenia przerwała wchodząca do pomieszczenia moja przyjaciółka. Gdy tylko usiadła, obok mnie na sofie, natychmiastowo się w nią wtuliłam. Była taka zimna, co sprawiło mi ulgę.
-Ann, chyba masz gorączkę.- wyszeptała przykładając mi dłoń do czoła.
-Meg, nie przesad...- nie skończyłam, ponieważ zakręciło mnie w nosie i kichnęłam.
-Rozchorowałaś się moja droga siostrzyczko.- wyszczerzyła się do mnie. Oh, ciekawe dlaczego?- spytałam sama siebie sarkastycznie w myślach. Wstałam z miękkiego mebla i skierowałam się na pierwsze piętro. Mogłam usłyszeć chichot Meg.

-Księżniczko Anno Alexandro Black, panny płaszcz się zakurzy.- udawała przejęcie. Zaśmiałam się i podniosłam sunący materiał za mną z podłogi. Wchodząc do mojego pokoju, od razu spojrzałam na zegar naścienny. Była 17:24, ze względu na w miarę wczesną porę. Przyszykowałam sobie długą i relaksującą kąpiel w wannie. Na późniejszą porę umówiłam się z Meg na wieczór filmowy. Będziemy oglądały „Ona to on”, „Paranormal Activity” i „Chłopiec w pasiastej piżamie”. Ten pierwszy to komedia romantyczna, drugi przerażający horror i trzeci, bardzo przygnębiający dramat.
**
Przepraszam bardzo, za całe DWA miesiące bez rozdziału. Zmotywował mnie zbliżający się wynik odwiedzin- 1000! Z tej oto okazji spróbuję stworzyć One-shorta o głównych bohaterach mojego opowiadania :) Przepraszam też, że rozdział jest taki krótki.